Przemyskie tokaje Cieślińskiego cz. 2

Przyjrzymy się teraz działalności zasłużonej przemyskiej firmy Tadeusza Cieślińskiego w okresie międzywojennym. Działała ona wówczas w siedzibie przy ul. Kolejowej 3, kilka kroków od dawnej siedziby, nieco bliżej w kierunku dworca kolejowego. Po zakończeniu I wojny światowej wyraźnie rozszerzyła się oferta win zachodnioeuropejskich, z pewnością związki odrodzonej Polski z Ententą miały tutaj duże znaczenie. Mimo to wina tokajskie wciąż cieszyły się przez cały okres międzywojenny niesłabnącym powodzeniem. Co ciekawe były one podstawowym winem mszalnym w składzie Cieślińskiego.

O rozszerzeniu asortymentu składu Cieślińskiego informuje poniższa reklama:

Reklamy ówczesne mówią również o rozszerzeniu działalności na inne towary importowane.

W roku 1925 po przyjeździe z Bordeaux reklamował się następująco umieszczając obie reklamy obok siebie w kolejnych numerach Ziemi Przemyskiej:

Niestety nie wiadomo skąd pochodziła „Perła Francji”, ale w tych czasach chętnie nazywano wina nazwą perły (przypomnijmy „Perłę Dalmacji” sprzedawaną we Lwowie)

Firma Cieślińskiego występowała z sukcesem na wystawach w Wiedniu i we Lwowie, a jej asortyment towarów delikatesowych i dziś budzi uznanie. Dla nas znamienne jest to, że promuje on również wina lecznicze oraz to, że w latach dwudziestych głównymi kierunkami importu był Tokaj oraz Francja (zapewne Bordeaux). Cieśliński reklamował się następująco:

Cieśliński wciąż specjalizował się w winach mszalnych (nb. wówczas zwykle aromatycznych i słodkich) – przypomnijmy tu szczegółową reklamę z 1937 r. opisywaną już w poprzednim wpisie o firmie Cieślińskiego:

 

Cieśliński był znaną osobistością w Przemyślu, przywołajmy tu wspomnienia przemyskiego fotografa Adama Wysockiego (Quod Libet, 2003, nr 27, oprac. A. Sarkady):

Kupiec Tadeusz Cieśliński był właścicielem największego może w Galicji składu win, a przy tym generalnym dostawcą win mszalnych dla rzymsko- i greckokatolickiego duchowieństwa, które sprowadzało je beczkami z jego składu. Oczywiście zarabiał
na tym znakomicie. Poza tym miał na składzie wszystkie możliwe wówczas gatunki zagranicznych win i szampanów. Był zresztą właścicielem winnicy w gminie Tokaj na Węgrzech, a w jego piwnicach leżała niejedna obrosła mchem kilkudziesięcioletnia butelka. Cała plejada przemyskich i okolicznych wyznawców Bakchusa (sic) była jego klientelą.

I jeszcze kilka dalszych uwag Wysockiego o Cieślińskim i jego rodzinie podczas pewnego balu

[…] ustawiono wzdłuż całej ściany duży stół, który zarezerwował dla siebie Cieśliński. Wesoło i gwarno było przy tym stole. Papa Cieśliński gościł przy nim bliższych znajomych, a szczególnie danserów swoich dorodnych córek, które nie tańczyły chyba tylko wtedy, gdy orkiestra odpoczywała. Sterty wiązanek kwiatów ofiarowanych córkom i mamie Cieślińskiej nie mogły się już prawie pomieścić na stole między kieliszkami i flaszkami szampana, za który papa, jak każdy inny gość, płacił w bufecie, choć go darował komitetowi balowemu. Nie obeszło się oczywiście bez uszczypliwych uwag złośliwych i zazdrosnych matek, mających córki na wydaniu, szeptających sobie na ucho, że danserzy obtańcowują córki Cieślińskiego za kieliszek szampana. Były to tak miłe i przystojne panny, że i bez tego bawiłyby się dobrze, tym bardziej, że Cieślińscy prowadzili dom otwarty, w którym bywało sporo przemyskiej „złotej młodzieży”. Mieli poza tym jeszcze dwie młodsze córki, a cała ich czwórka nie przypominała w niczym „fornalki” z komedii Bałuckiego.

W latach dwudziestych popularne stało się wino francuskie (być może to wpływ sentymentów do Ententy?). Wina takie pojawiły się również u Cieślińskiego, który jak donosi ta reklama rozwinął również filię w Krakowie. Co ciekawe zwracał on uwagę na wina z Sauternes – jak widać wina słodkie, deserowe cieszyły się wówczas wielkim uznaniem.

Mody może się zmieniały, ale naturalność i szlachetność wina pozostawały zawsze w cenie.

Wina Cieślińskiego można było kupić również w innych miastach (głównie w byłej Galicji), czego przykłady mamy poniżej – reklama sklepu w Jarosławiu:

Pod koniec lat trzydziestych nawiązano na powrót łączność z winiarzami niemieckimi, na szczęście pasja do wina i interesy były silniejsze niż ideologia narodowego socjalizmu hitlerowców. Poniższa notka przynosi również kilka interseujących informacji o firmie Cieślińskiego.

A teraz jeszcze pewna ciekawostka. 1 kwietnia 1938 r. w gazecie Ziemia Przemyska ukazało się następujące ogłoszenie:

Sprawa nie byłaby zbytnio interesująca, gdyby nie to, co działo się później. Relację z tego zdaje krótka notka opublikowana w w następnym numerze tego czasopisma. Warto zwrócić na ponury kontekst polityczny całej primaaprilisowej zabawy.

A tak niepozornie wygląda dziś miejsce, w którym znajdował się jeden z najciekawszych składów win.

Reklamy

9 thoughts on “Przemyskie tokaje Cieślińskiego cz. 2

  1. Kamienica teraz należy do Reformatów. Ciekawe czy Pan Cieśliński ją od nich dzierżawił? Czekam też na opis dalszych, pewnie smutnych,wojennych i powojennych dziejów Pana Cieślińskiego. Czy przeżył wojnę? Jeśli tak, to zapewne wszystko stracił jak wszyscy przedwojenni przedsiębiorcy. A może miał tą winnicę w Austrii i tam dalej jego potomkowie produkują mszalne wino?Dziś największym importerem wina w Przemyślu jest biedrona a przez kretyńskie prawo, zabraniające reklamy wina, nigdy już nie zobaczymy takich pięknych reklam w naszej prasie. Jedyna nadzieja w naukowcach. Może uda im się kiedyś wynaleźć wehikuł czasu…

    • Dziękuję za wiadomość o kamienicy i przepraszam za opóźnienie odpowiedzi spowodowane wakacjami. Odnośnie Cieślińskiego zbieram materiały na kolejne odcinki – jeden o winach mszalnych, a drugi o końcu handlu winami. Mam z tym jednak pewne trudności, ponieważ jak do tej pory nie mam informacji źródłowych (posiadam pewne informacje ustne, ale nie chciałbym aby okazały się plotką, trzeba więc jeszcze poszukać). Mam nadzieję że uda mi się coś znaleźć w Muzeum Ziemi Przemyskiej, ale pewnie to potrwa bo na razie nie mam na to niestety czasu.
      A co do uwag o współczesnym stanie – niestety tak często smutno jest patrzeć na to co jest… Ale mimo to jestem optymistą – sądzę, że jeszcze wiele może się zmienić, o ile Polacy będą chcieli zmienić swoje myślenie o świecie. Dawne czasy nie wrócą, ale jeszcze może być ciekawie!
      Pozdrawiam serdecznie, PP

  2. Podobno po wojnie p. Cieśliński sprzedawał wino w sklepie przy ul. Franciszkańskiej jeszcze na początku lat ’50. Niestety jest to informacja ustna i nie wiem jak jak dalej potoczyła się historia tej rodziny.

    • Dziękuję za interesującą informację, to ważny ślad. Może mi się uda ją niezależnie potwierdzić w okresie świątecznym. Na szczęście żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają tamte czasy, choć jest ich niestety z roku na rok coraz mniej. W każdym razie będę wdzięczny za wszelkie wzmianki, bo niekiedy mają one kluczowe znaczenie dla poszukiwań. Załączam pozdrowienia, PP

  3. We wrześniu 1939 roku udało się mojemu pradziadkowi przekroczyć San i dotrzeć do Krakowa, gdzie mieszkała jego najmłodsza córka Franciszka Jakubowska z mężem adwokatem i trójką dzieci. Tu przeżył całą wojnę.
    Pradziadek zmarł w Krakowie w 1945 roku. Nie doczekał powrotu swojego wnuka Bolesława Lesieckiego, który miał w planach przedwojennych objąć po nim firmę. Bolesław Lesiecki pozostał na emigracji i w Londynie był przez długie lata dyrektorem polskiej YMCA. Z fortuny Cieślińskich praktycznie nic nie pozostało. Wszystko zostało zarekwirowane i rozdane nowej społeczności.
    W 1970 roku w czasie porządków w piwnicy na Siemiradzkiego znaleźliśmy kilka butelek słynnego Tokaju. Był w postaci galarety, którą jednak z wielką estymą popróbowaliśmy w szerokim gronie. Charakterystyczne butelki przechowuję z pietyzmem do dziś jak i puste metalowe pudełko po herbacie ze znakami firmowymi.
    Jedna z córek, o których wspomina pan Wysocki to moja babcia Ema Lesiecka, a jej córka Anna to moja mama.

    • Pięknie dziękuję za to interesujące uzupełnienie do historii słynnego polskiego winiarza i jego imponującej firmy.

      Opisane zakończenie historii jest doskonałym obrazem tego, co zostało zniszczone w Polsce podczas wojny przez Niemców i po wojnie przez sowietów i ich popleczników. Trzeba zachować pamięć tych trudnych wydarzeń, bo jest ona nam wszystkim potrzebna, aby wyrwać się z naszych historycznych zaszłości. Bez świadomości, że nie zawsze było tak fatalnie jak współcześnie, trudno jest przełamywać kompleksy wobec zagranicy i tworzyć nowe rzeczy przełamując trudności.

      Odezwę się za jakiś czas, ponieważ jest jeszcze kilka spraw, o które chciałbym zapytać na spokojnie. Teraz muszę się jednak odrobić trochę spraw, które powstały w związku z nagrodą dla blogu.
      Z ukłonami,
      Paweł Polak

  4. Pingback: Grand Prix Magazynu Wino 2014 – od Tokaju do Rioja | Blisko Tokaju

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s