Wino oczyma przedwojennych feministek

Przeglądałem ostatnio rocznik 1938 przedwojennego ilustrowanego dwutygodnika kobiecego Moja Przyjaciółka. Pismo kierowane było do wszystkich kobiet i traktowało o sprawach kobiet – począwszy od mody, poprzez wychowanie dzieci, urządzanie mieszkań i porady domowe aż po wiadomości z ruchu feministycznego. Jednym słowem – dla każdego coś miłego (nb. wówczas nie przerabiano na rodzaj żeński zwyczajowych zwrotów, nikomu się jeszcze nie przyśniła opresyjna funkcja języka). Mimo różnorodności tematów redakcja czasopisma wyraźnie wspierała nurt feministyczny… choć z mężczyznami jednak raczej nie zamierzała walczyć, niekiedy tylko radziła jak dobrze ubrać swego mężczyznę. Moja Przyjaciółka próbowała raczej dowartościować kobiety i pomóc im w życiu oraz w codziennych kłopotach, a sprawy ideowe były doskonale przemieszane ze wszelkimi innymi aspektami życia. Dawny polski feminizm jednak z dzisiejszym ruchem noszącym to samo miano mało ma wspólnego… ale nie miejsce tu na takie rozważania.


Wróćmy zatem do wina w oczach ówczesnych praktycznych kobiet – nieważne czy uznamy je za feministki czy nie. Pojawiało się ono przede wszystkim w przepisach kulinarnych, w które Moja Przyjaciółka obfitowała. Niestety, może nas tu spotkać lekki zawód – wino pojawiało się niezbyt często, a jeśli już, to występowało jedynie w jednym z dwóch wcieleń: białe albo czerwone. Pod tym względem przepisy wydają się dziś dość siermiężne, a wiedza o winie nikła.

Przepis na grzane wino jest w zasadzie tożsamy z późniejszą PRL-owską klasyką, królującą niepodzielnie po dzień dzisiejszy. Zdecydowanie najciekawsze są sylwestrowe przepisy na poncz z wina. Tutaj nawet znajdziemy przepis na poncz z wina węgierskiego (czyli zapewne z wina tokajskiego). Przepisy wydają się do dziś aktualne i godne uwagi miłośników tego typu napojów. Może warto przywrócić szerzej tradycję ponczu Sylwestrowego? Z pewnością przy silnych mrozach będzie niezastąpioną rozgrzewką!

Poncze z wina były chyba niezwykle modne w Sylwestra 1938 r., gdy z nadziejami oczekiwano następnego roku, co mogło wyglądać, tak jak na ostatniej stronie ostatniego numeru Mojej Przyjaciółki z tego roku (warto podkreślić, że każdy numer miał ręcznie projektowaną okładkę, każdą w osobnej stylistyce). Co za czasy, gdy ludzie nie patrzyli w telewizor oczekując Nowego Roku!

Przeglądając kolejne numery można odnieść przemożne wrażenie, że temat wina był dla kobiet tematem co najwyżej marginalnym. Owszem pojawiały się nawet przepisy jak zrobić wino gronowe (używając zwykłych drożdży – czyli zapewne piekarskich). Można to tłumaczyć skutkami kryzysu, zubożeniem społeczeństwa i tym, że na głowie kobiet było wiele ważniejszych rzeczy. Czyżby wino było domeną mężczyzn? Proszę łaskawie zwrócić wzrok na poniższy niewinny feministyczny żart:

(Dla osób wychowanych w czasach centralnego ogrzewania – butelkę z ciepłą wodą wkładało się pod pierzynę, aby rozgrzać się jakoś w zimnych sypialniach, w których optymalna temperatura miała wynosić według Mojej Przyjaciółki 10-12 ᵒC).

Kobiety interesowały się jednak winem, w zwłaszcza polskim! Dobitnie zaświadcza o tym poniższy artykuł, który stanowi również interesującą informację o rozwoju polskiej branży winiarskiej pod koniec lat trzydziestych. Czytając poniższy tekst uderza to, że przed wojną istniały już spółdzielnie zajmujące się produkcją wina, istniały zalążki edukacji winiarskiej, a cała branża profesjonalizowała się.

Warto odnaleźć na przedwojennych mapach wspomniane w artykule miejscowości. Może ktoś z czytelników posiada jeszcze jakieś pamiątki po tamtych winach i winnicach? Zainteresowanych podolskim winem zachęcam do lektury interesujących artykułów: Wojciecha Bosaka Bachus kresowy oraz Wojciecha Włodarczyka Podole – kolebka polskiego winiarstwa.

Odnośnie wspomnianych cen polskiego wina – dla porównania podaję, że Moja Przyjaciółka kosztowała „tylko 80 groszy”. Wino nie było więc specjalnie drogie, choć zapewne niejedna ówczesna czytelniczka mogła mieć poważne wątpliwości czy warto poświęcić zakup 4 numerów ulubionego magazynu na rzecz zakupu butelki wina.

Czytając powyższy artykuł można zobaczyć jak wiele się zmieniło w Polsce od czasu wojny – niezmienna pozostaje tylko konstatacja, że wina polskie nie stanowią konkurencji dla produkcji zagranicznej. Mimo to dawniej polskie wina zyskiwały zwolenników wśród konsumentów – dziś powoli chyba staje się podobnie, choć nie możemy uprawiać winorośli na słonecznych ziemiach Podola…

W tym miejscu nie można jednak zakończyć tej opowieści – pisząc o kobiecie nie można nie napisać o urodzie. Zatem kobieta, uroda i polskie winogrona – czyli o kuracji winogronowej (modna wówczas dieta winogronowa o wielorakich, trudnych do powtórzenia z pamięci zaletach). A przy okazji garść informacji o święcie winobrania w Zaleszczykach – wprost z jakże wówczas modnego wśród polskich elit „ciepłego Podola”. A obok modelka w oryginalnej bluzeczce, która z pewnością również korzystała z kuracji winogronowej.

Advertisements

2 thoughts on “Wino oczyma przedwojennych feministek

    • Serdecznie dziękuję – cieszę się, że historia może być interesująca. Mam tylko nadzieję, że wystarczy mi czasu na poszukiwanie nowych źródeł, aby było jeszcze ciekawiej.
      Pozdrawiam, PP

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s