Wina hegyalskie, górnowęgierskie i suchorożnia

Wina tokajskie – dziś ta nazwa budzi miłe konotacje w umysłach wszystkich winomanów, niemniej był czas kiedy nazwa ta nie była powszechnie uznawana w języku polskim. „Wino hegyalskie”, „wino górnowęgierskie” czy „wino tokajskie”? Wybór nazwy dla najznamienitszych win węgierskich wcale nie był sprawą prostą i oczywistą. Co więcej, dzisiejsza nazwa miała swych przeciwników. Mieli oni co gorsza silne racje po swojej stronie… Zapraszam do konfrontacji z interesującym epizodem dziejów języka polskiego.

Sprawa wina hegyalskiego/górnowęgierskiego nie była by może tak ważka, gdyby nie to, zawędrowało ono na łamy Encyklopedii Powszechnej wydawanej przez Samuela Orgelbranda w Warszawie. Wiele interesujących informacji o XIX-wiecznym stanie wiedzy o winach przynosi artykuł Cezarego Biernackiego zamieszczony w wydaniu z roku 1867, tutaj podajmy tylko jego uwagi o interesujących nas winach.

Jak widać autor był zdania, że nazwa „wina tokajskie” jest nieprecyzyjna oraz… nieco przereklamowana. Autor stał na niewzruszonym stanowisku, że interesujące wino pochodzi z gór, choć urocze są nieporozumienia w komunikacji językowej z bratankami – z wyrazu „hegyalja” oznaczającego pogórze stała się nazwą własną. Urocze domysły autora odnośnie genezy nazwy nie powinny przesłonić jednego pewnika – czy to przez Tokaj, czy przez Peszt sławne maślacze wędrowały do Polski! Dziś smak maślacza znany jest chyba tylko zagorzałym miłośnikom win z okolic Tokaju…

Nazwa „wina hegyalskie”utożsamiana z nazwą „wina górnowęgierskie” szczególnie rozpowszechniona była w Poznaniu. Świadectwem tego jest na przykład intrygująca reklama win zamieszczona w czasopiśmie Straż.

A oto i rzeczona reklama poznańskiego składu win Antoniego Pfitznera (prowadzonego już wówczas przez syna Stanisława). O samej zasłużonej cukierni i winiarni („Katakumba”) nie będę tutaj pisał, ponieważ powstał już odpowiedni artykuł (tam również kilka interesujących reklam).

Przy okazji jeszcze jedna dygersja – intrygujące są wspomniane wina bordoskie – prawdopodobnie chodzi o wina z winnic Jules’a Jadouin (jednego z większych posiadaczy winnic w Margaux, winnice później odziedziczyła jego córka i jej mąż Jules Lebegue).

Ze względów estetycznych nie można opuścić tutaj następnej reklamy handlu win Antoniego Pfitznera. Jak widać zdobycie złotego medalu na targach poznańskich stało się pobudką do stworzenia tego anonsu nasyconego symboliką związaną z winem i winoroślą. Z pewnością wina górno-węgierskie były najważniejszym towarem, który tam można było nabyć.

Jednak ćwierć wieku wcześniej nazewnictwo było jeszcze dość chwiejne, o czym świadczy inna reklama tej samej firmy.

Antoni Pfitzner (1826-1887)
źródło: http://www.city.poznan.pl

Ach cóż za poetyka reklamy! Wina górnowęgierskie „we wszystkich odcieniach”… które pod każdym względem mogą zadowolić wszystkich nabywców. Warto zwrócić uwagę na to, że podstawową nazwą jest właśnie „wino górnowęgierskie”, a nazwa „tokajskie” służy jako dopowiedzenie. Jak widać obie nazwy funkcjonowały w języku, ale używano tej bardziej precyzyjnej, pochodzącej od nazwy regionu (na tej samej zasadzie jak nazwa „wina burgundzkie”). Niestety zecerzy nie popisali się i przy okazji zrobili nieco błędów – pewnie nie pili nigdy wina z Bordeaux.

I jeszcze jedna dygresja dla miłośników win węgierskich – oferowano również wina Egerskie pod nazwą znaną w krajach niemieckojęzycznych jako „Erlauer” (jakże dobitnie widać tu piętno zaboru pruskiego). Pozostałe wina w zestawie typowym dla tamtych czasów – wina bordoskie oraz wina ciężkie.

Jeżeli ktoś z Państwa przeczytał dokładnie powyższą reklamę z  grudnia 1887 r. powinien zwrócić uwagę na pewne niepokojące uwagi Antoniego Pfitznera. Tak, to ślady najtrudniejszych wydarzeń w historii europejskiego winiarstwa – epidemia filoksery. A oto relacja wprost z górnowęgierskich winnic wspominana w reklamie.


Powyższa relacja mogła by z pewnością nosić tytuł: „najgorszy koszmar winiarza”. Interesujące są uwagi o zbiorach w regionie „gór hegyalskich” oraz o stosunkach tam panujących (włościanie jak zawsze mieli najgorzej). Dziś można się tylko cieszyć, że najczarniejszy scenariusz upadku winiarstwa w dzisiejszym regionie tokajskim nie spełnił się. Wypada mieć nadzieję, że uda się na większą skalę przywrócić uprawy przedfilokserowych odmian i uzyskać odpowiednie regulacje prawne by nie musiały nazywać się mało dziś rozpoznawalną nazwą „win zempleńskich”. Choć gdyby dzisiejsi konsumenci pamiętali, że wino tokajskie nie jedno imię nosiło problem byłby pozorny…

Z językowego punktu widzenia interesujące są natomiast dwa następujące zjawiska, godne odnotowania w relacji A. Pfitznera.

Po pierwsze, sprawozdawca używa polskich  nazw dwóch typów szlachetnych win: „maślacz” oraz „wino putowe(pudowe)”. Mam nadzieję, że atrybucja nazw nie przysporzy nikomu kłopotów. Czyż nie pięknie brzmią takie swojskie nazwy wspaniałych win? Od razu czuć ich związki z Polską. Szkoda tylko, że maślacz staje się coraz większą rzadkością, choć przed wiekiem był bardzo popularny.

Po drugie, Pfitzner używa jeszcze jednego pięknego słowa „suchorożnia” o wyraźnie słowiańskiej proweniencji (uwaga: zecer pomylił się w jednym miejscu). Tak, Polacy radzili sobie kiedyś ze sprawnym nazwaniem „zbotrytyzownych gron” we własnym języku. Cóż, dziś w epoce umiłowania scjentystycznych i obcobrzmiących nazw dawna chyba nie ma szans na powrót do łask. Niemniej warto zachować pamiętać o takiej uroczej nazwie.

Jak widać na przełomie XIX i XX wieku branża winiarska nie bardzo interesowała się normami językowymi, a określenia często różniły się zakresem znaczeniowym – wino górnowęgierskie oznaczało raz wino z dzisiejszego regionu tokajskiego, raz wino z regionu (wyjąwszy miejscowość Tokaj) a niekiedy oznaczało wina niżej klasy niż szlachetne wina tokajskie. A odnośnie wieloznaczności pojęć warto odnotować, że zarówno kupcy, jak i kupujący radzili sobie nie najgorzej, co pokazuje, jak wspaniałym narzędziem komunikacji jest język naturalny. Interesujące jest to, że wspomniane nazwy nie znalazły szerszego zastosowania w ówczesnej Galicji, gdzie wszystkie wina nazywano najczęściej nieprecyzyjnie tokajskimi. Jedyną wzmianką, którą udało mi się znaleźć to poniższa reklama przywoływana już we wpisie o Kółkach Rolniczych – wspomniany jest tu „Zieleniak Hegyalski” (swoją drogą traktowany jako nazwa własna) .

Wydaje się, że po I wojnie światowej znana nam dziś nazwa „wina tokajskie” zdominowała nazewnictwo handlowe w całej Polsce – zapewne nazwa „Tokaj” miała silny wydźwięk marketingowy, upowszechnił się więc galicyjski sposób nazywania tego wina (co nie jest dziwne, bo tutaj działało najwięcej importerów).  Nazwa Hegyalja funkcjonowała natomiast jako nazwa własna, ale wina oraz południową część pasma górskiego nazywano już tokajskimi, jak np. w Encyklopedii Powszechnej Wydawnictwa Gutenberga z okresu międzywojennego:

Hegyalja – (w płd. części: góry Tokajskie), pasmo wulkaniczne w Karpatach, między rz. Hernad, Topla i Bodrog, od Preszowa (Słowacja) do Tokaju (Węgry), długie 115 km., a wysokie do 1.092 (Simonka). […] Na płd. stokach gór udają się słynne wina tokajskie, a w płn. czeskosłowackiej części dobywa się opale.

Bratankowie wybrnęli z problemu nazywając region Tokaj-Hegyalja. Niestety w Polsce dawne nazwy jak „wina górnowęgierskie”, „wina hegyalskie” a nawet „stare wystałe węgrzyny” zaczęły zanikać w powszechnym użyciu – ich żywot zakończył się wraz z nadejściem kultury XX wieku (jeśli datujemy ją od zakończenia I wojny światowej).

Post scriptum

Przyszedł czas na uwagę o współczesnej ignorancji. W książce Marii Renaty Mayenowej Obecność znajdziemy przypis objaśniający nr 207 o następującej treści „Węgrzyn Hegyali – gatunek Tokaju Furmint od nazwy miejscowości w regionie Tokaju”. Smutny konkurs bez nagród – ile błędów zostało popełnionych w tym krótkim stwierdzeniu? Jako pomoc podaję fragment oryginalnego tekstu, który był komentowany „[…] to nie był szampan, tylko tęgi węgrzyn, Hegyali; może Panią kompetentnie objaśni Małżonek , co ta nazwa oznacza pod względem smaku, jakości i mocy”.

Reklamy

4 thoughts on “Wina hegyalskie, górnowęgierskie i suchorożnia

    • Dziękuję za informację o winie Erlauer. Podejrzewałem, że powinna pojawiać się w Galicji, bo język niemiecki był tam urzędowym (choć obfitował w regionalizmy). Znacznie bardziej interesujące jest natomiast występowanie takich określeń w zaborze rosyjskim – muszę w wolnej chwili przeprowadzić poszukiwania bo sprawa jest intrygująca.
      Cieszę się, że udało się znaleźć opis winobrania w tych tragicznych czasach epidemii. Jak dla mnie szczególnie interesujące są uwagi o nietypowej „suchorożni”, której właściwości pogarszają wina. Czy to nie sugeruje, że świadomość technologicznych aspektów produkcji wina była wówczas wciąż stosunkowo niska? Innymi słowy – jeśli ta hipoteza jest słuszna – wino było produktem sztuki nabytej metodą prób i błędów. Sztuka ta zaś zawiodła w anormalnych warunkach.
      I jeszcze jedna kwestia: czy nie spotkał Pan gdzieś użycia określenia „suchorożnia”? Długo szukałem, ale wciąż nie udało mi się niczego znaleźć. Nie wydaje mi się, aby był to neologizm wprowadzony przez Pfitznera, ale ten brak innych przykładów jest zastanawiający.

  1. Pingback: Grand Prix Magazynu Wino 2014 – od Tokaju do Rioja | Blisko Tokaju

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s