Wina górskie prosto z Węgier od Czartoryskiego

Podział win na górskie i nizinne – rozpowszechniony na Węgrzech – musiał pojawić się również na ziemiach polskich. Na przełomie XIX i XX wieku, gdy rozwijał się silnie import win siłą rzeczy pojawiały się często oznaki wpływu węgierskiej kultury winiarskiej. O zasadniczej klasyfikacji win węgierskich tak pisała Krystyna Pieradzka w okresie międzywojennym:

Zasadniczo dzielą się wina węg. na dwa wielkie działy: na tzw. wina górskie, z tych najsławniejszy okręg tokajski, w żupach Zemplin i Abauj, dające t. zw. zieleniaki, samorodne, maślacze asu, — i okręgi nizinne z t. zw. winami piaskowemi…

Słynne są również medytacje Beli Hamvasa nad istotą wspomnianej różnicy wyznaczającej

„ów ogólnie znany podział na wina nizinne i górskie. Winorośle rosnące na równinie są wydajniejsze, ale zarazem rzadkie w swojej konsystencji, mniej wymagające, uboższe w olejki aromatyczne. Niekoniecznie są to wady, po prostu z takim winem bym się nie ożenił. Byłbym bowiem nieszczęśliwy na skutek braku owych podniecających aromatów. Kto jednak nie przepada za nieustającym napięciem i ciągłą podnietą, ten zaakceptuje to wino.”

Import węgierskiej kultury winnej (wraz z winem) odbywał się często wprost z Węgier, za pośrednictwem węgierskiej Polonii, skupionej w Budapeszcie. Pisałem już o Tomaszu Gurowiczu, teraz przyszedł czas na prezentację anonsów Zygmunta Czartoryskiego – skarbnika i prezesa (od 1913 r.) Stowarzyszenia Polaków w Buda-Peszcie(!), „który udziela wszelkich informacyi o życiu Polonii miejscowej, wyznacza przewodników, ułatwia pobyt i zwiedzanie miasta” (M. Orłowicz, Ilustrowany przewodnik po Galicyi…, Lwów 1919).

Zygmunt Czartoryski – człowiek instytucja – był chirurgiem pracującym w Budapeszcie. Zajmował się również sprzedażą wina i zachwalał lwowiakom wina prawdziwe (jak widać wino było od dawna przedmiotem fałszerstw), które pochodziło z piwnic magnackich, co zapewne oznaczało wyższą ich klasę i jakość. Sklep mieścił się przy Vaci utca – dziś jest to miejsce znane z przewodników turystycznych po Budapeszcie.

Kolejny anons – o wiele ciekawiej opracowany – mówi również o winach z własnej uprawy. Jak widać były to czasy, gdy wielu Polaków nabywało winnice na Węgrzech. Może czas odnowić tradycję?!

Jedna uwaga logistyczna ciśnie się na usta – jak widać transport wina w beczkach był najnormalniejszą rzeczą w czasach, gdy nikomu nie śniło się jeszcze o TIR-ach oraz o tym, że wina wybiera się ze względu na butelkowanie u winiarza. I jeszcze jedna rzecz: dziś zmieniły się gusta przeciętnych odbiorców – ile osób szuka dziś jeszcze „win dobrze wyleżałych i łagodnych”? Jak widać wyobrażenie wartościowego wina uległo znaczącej ewolucji.

Swoją drogą – ciekawe, czy odbiorcy „wyleżałych” win od Czartoryskiego podzielali zdanie Hamvasa: „wszystkie poważniejsze wina górskie odpowiadają raczej dojrzałym mężczyznom po czterdziestce, a nie płochej młodzieży…”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s