Lud domaga się dobrego wina!

Czy Polska wieś piła zawsze tylko piwo i wódkę? Stereotypy trzymają się mocno, a o propagowaniu kultury winnej na polskiej wsi przełomu XIX i XX wiadomo dziś wciąż stosunkowo niewiele. Jeszcze mniej wiadomo o interesujących dyskusjach, które towarzyszyły temu procesowi. Czas zniszczyć krzywdzące stereotypy! Pochylmy się zatem nad debatami pradziadków o tym czy i jak wino miało trafić pod strzechy.

Pisałem już wcześniej nieco o winach dla Kółek Rolniczych. Do tej pory nie było jeszcze poruszone zasadnicze pytanie – czy wino było rzeczywiście powszechnie sprzedawane w sklepach Kółek? Czy kwestia nie była aby marginalna?

Interesującej odpowiedzi daje relacja z roku 1902, ukazująca zbiór danych statystycznych dotyczących rozwoju Kółek. Oto część sprawozdania opublikowanego w Gazecie Lwowskiej.

Warto zauważyć, że na łączną sumę 707 sklepów związanych z działalnością Kółek 381 prowadziło sprzedaż lub wyszynk wina. Daje to łącznie prawie 54% sklepów – jak widać wcale niemały odsetek jak na przysłowiowo biedną wieś galicyjską (jak dla niektórych złośliwców: wieś leżąca w Golicji i Głodomerii). Zresztą sama bezwzględna liczba punktów sprzedaży robi wrażenie jak na ówczesne czasy – Kółka stawały się ważnym segmentem rynku sprzedaży wina, co dostrzegali skwapliwie importerzy tacy jak na przykład Cieśliński.

Miłośników wina z pewnością niepokoić będzie kwestia typu i jakości wina. Pierwszą kwestię rozjaśniają różne anonse prasowe – najwięcej z nich dotyczy win węgierskich, w tym często z regionu tokajskiego (ale nie były to wina najwyższej klasy, choć zdarzały się niekiedy oferty maślaczy i samorodnych). A co do jakości – nieco światło rzuca na to historia debat wokół zagadnienia wyszynku wina w sklepach Kółek, którą przybliża nieocenione źródło, jakim jest Przewodnik „Kółek Rolniczych”.

Rozpocząć należy od tego, że propagowanie spożycia wina na wsi miało swych przeciwników. Przede wszystkim problemem wsi było pijaństwo, propagowanie jakiegokolwiek alkoholu budziło opór niektórych duszpasterzy (celowało w tym około połowy XIX wieku duchowieństwo diecezji tarnowskiej). Powody bywały również inne, a oto głos jednego z krytyków, który w 1901 r. z wyraźnym wyrzutem pisał o zabiegach wokół sprzedaży i wyszynku wina.

Jak widać, niektórzy przedkładali pragmatycznie zakup materiału siewnego nad sprawy związane z winem. Pewna doza pragmatyzmu nie jest zła, ale tutaj pragmatyzm walczy z… No właśnie, walczy z powszechnym pragnieniem sprzedaży i konsumpcji wina na wsi. Co ciekawe – działalność ta miała przynosić małe zyski. Głos krytyka celnie zlokalizował problem – w sprawie wina nie o zysk wszak tu chodziło…

Dyskusja nad miejscem wina w działalności Kółek oraz nad kulturą spożycia tego trunku rozpoczęła się bodajże w Drogini w 1891 r. Przytoczmy najpierw fragment ujawniający, że cel dyskusji nie był antyżydowski (dziś powiedzielibyśmy: antysemicki).

Kółka miały właśnie być środkiem niwelowania wspomnianej dysproporcji w źródłach utrzymania i gaszenia u zarzewia źródeł konfliktów. Problemy były różnego kalibru – jeden z nich dotyczył też wina.

Trudno dziś ocenić na ile zarzuty wobec jakości wina sprzedawanego w karczmach żydowskich były adekwatne do sytuacji (praktyka fałszowania wina była wówczas bardzo częsta) – dla nas najważniejsze powinno być to, że konieczność zapewnienia wina dobrej jakości dla polskiej wsi było argumentem nie do odparcia (oczywiście nie chodziło o wina wybitne, ale pijalne w każdym tego słowa znaczeniu). Było to działanie celowe – obok chęci pozyskania koncesji chodziło również o nadanie kulturalnych form spożyciu wina, aby nie przynosiło ono szkody chłopom. Głównym celem było zapobieganie alkoholizmowi, który brał się z nieograniczonego wyszynku wina w gospodach (głównie żydowskich- stąd częste oskarżenia pod ich adresem). Sądzę, że można więc mówić o kształtowaniu kultury winnej, choć trzeba przykładać odpowiednią miarę do tego zjawiska.

Warto więc ukazać tutaj te wydarzenia i postawy, wskazujące na to, że znaleźli się wówczas na polskiej wsi ludzie, którym zależało na dobrym winie. Wróćmy więc do Drogini – zauważmy, że członków Zarządu określono jako „dość inteligentnych”, co miało być gwarantem tego, że wino miało służyć kulturalnym i słusznym celom. Zresztą jeśli lud pragnie nabywać „wino naturalne” czyż nie należy się szacunek dla mądrości ludu? (Późniejsza nieco chłopomania była właśnie wyrazem zachwytu nad tą mądrością). Czy i dziś polscy konsumenci wina są już gotowi aby domagać się prawdziwego wina a nie jakiś trucizn z octu, cukru, spirytusu i pozostałej chemii? Kiedyś byli…

Interesujące i godne przypomnienia było również kompromisowe  stanowisko Zarządu Kółek w Żywcu. Doszło tam pod wpływem interpelacji księdza Tomasza Czapeli do dyskusji, która zakończyła się następującą wyważoną uchwałą. Oto oficjalna relacja z wydarzeń z 1892 r.

Krótkie curriculum vitae ks. Tomasza Czapeli

Jak widać sklepiki Kółek zostały zobowiązane do sprzedaży wina na butelki – były więc prekursorami nowoczesnego handlu winem (wówczas często sprzedawano wino z beczki). Opieczętowane butelki to widomy ślad dbałości o jakość wina. Urocze są natomiast wskazania odnośnie wyszynku wina – konsumpcja wina musi odbywać się w odpowiednich warunkach, więc ani w sklepie, ani przed sklepem. Za czasów PRL, a więc ponad pół wieku później kultura spożycia wina wykazała wyraźny regres. O samym trunku nie wspominając…

Post scriptum

Słusznie miniona propaganda mówiła jedynie o rozpijaniu chłopów przez panów. Oczywiście mowa była tylko o wódce. Zupełnie do tego czarno-białego obrazu nie pasowało to, że chłopi chcieli pić dobre naturalne wina i że dużo robili, aby picie było kulturalne i nie prowadziło do grzesznego upadku człowieka. Taka wizja nijak nie pasowała do obrazu uciśnionego ludu, który miał być wyzwalany przez lewicowych dobroczyńców. Walka o kulturę wina na wsi skazana została więc na zagładę w niepamięci. Na szczęście ślady tego interesującego epizodu przetrwały w bibliotekach.

Warto zauważyć również, że już wcześniej w okresie chłopomanii twórcy kultury wysokiej utrwalali pogląd, że chłopi rozpijani są wódką a wino pijają jedynie panowie. Wystarczy wspomnieć genialne Wesele, w którym Wyspiański nie ustrzegł się tego stereotypu – Czepiec pił tylko wódkę i za ten trunek zalegał Żydowi, natomiast Nos (uosobienie członka krakowskiej bohemy) wołał tylko o wino.

Na zakończenie ironiczny tekścik z działu „Pieśni, fraszki i wierszyki rozweselające” książeczki Starosta weselny, czyli zbiór mów używanych przy weselach u ludu polskiego na Śląsku austryackim w okręgu Cieszyńskim (1905)

Co do wesela chłopskiego koniecznie należy?

Powiedz, bracie, jakoście odbyli wesele?

Jakie wino piliście? Od kogo i wiele?

Jakie były kołacze, polewka i flaki?

Wina mogli pić wszyscy, ile tylko chcieli;

A to wino nie lada, od żyda czarnego.

Nie słyszałeś nagany od wcale żadnego?

Bo ani araczkiem nawet nie trąciło,

Ani głowy żadnemu z nas nie zawróciło.

Advertisements

One thought on “Lud domaga się dobrego wina!

  1. Pingback: Spożycie wina w XIX wieku (w liczbach i nie tylko) « Winne tradycje w kulturze polskiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s