Szlachetnej kapki kapkę

Jak zacząć godnie nowy rok w blogosferze? Z pewnością z najlepiej będzie wspomnieć najszlachetniejsze wino, jakie w kulturze polskiej egzystowało. Choć według wspomnień wino to było niezwykłe, praktycznie wieczyście żywotne i niezwykle mocarne, to nosiło wprost filigranową i nawet nieco banalną nazwę… kapka.

Szlachetna wielkość nie potrzebuje zbytnich słów, nie musi się wciąż dowartościowywać, nie musi poszukiwać niezwykłości. Kapka… po prostu od kapania. Jeżeli ktoś wciąż nie skojarzył o jakie wino chodzi służę informacją, że największe i najbardziej legendarne wino kultury polskiej najbardziej zbliżone jest do tego, co nosi dziś nazwę tokajskiej Eszencji.

Trzeba przyznać, że dawna polszczyzna nie była aż tak precyzyjna, ale i winiarstwo nie śniło jeszcze o scjentystycznym ukąszeniu i nikomu o zdrowych winiarskich zmysłach nie śniło się, że wszystko można zmierzyć i zestandaryzować. I w takich czasach powstawały wina-legendy, choć może dzisiejsi technologowie z pewnością mogli by być zgorszeni, to zamiast grzecznej poprawności, mikroprocesorowej kontroli, teorii biochemicznych i Bóg wie jeszcze czego, w winie ujawniały się natura i geniusz. Dziś mamy wina demokratyczne na miarę demokratycznych czasów, z reguły wina bogate zachłystujące się dobrobytem jakiego jeszcze nigdy ludzkość w swej masie nie zaznawała nigdy. Ale nasze wina są przycięte do popularnych wzorców, są zrównane dla odbiorcy bez większej indywidualności, wymierzone wzorcami, uśrednione masowymi gustami… Chciałbym wrócić do czasów, gdy wina nie były demokratyczne, pozbawione były większości otoczki ideologicznej – były po prostu elitarne. Elita elit i legenda legend na polskich stołach to właśnie kapka!

Najpierw zajrzyjmy do Słownika Języka Polskiego pod red. W. Doroszewskiego. Jak pokazuje poniższy cytat pierwsze znaczenie odnosi nas do źródła pierwotnego znaczenia pochodzącego od kapania:

kapka-Słownik_jezyka_polskiego_Doroszewskiego_1

Bardziej interesujące jest dla nas znaczenie trzecie opisane jako przestarzałe (co nie było chyba wówczas do końca jeszcze prawdą):kapka-Słownik_jezyka_polskiego_Doroszewskiego_2

Jak widać z powyższego, po raz kolejny widać, że językoznawcy polscy nie byli zbyt dobrymi znawcami win.

Henryk Maria Fukier (1886-1959)

Powyższy fragment warto było przytoczyć ze względu na pierwszy z cytowanych tekstów, który jest fragmentem wypowiedzi Henryka M. Fukiera. Dla nas szczególnie interesujący jest tez moment wypowiedzi przedstawiciela słynnej rodziny winiarzy, w którym wskazywał on na spustoszenia w tradycji wytwarzania najlepszych win tokajskich już na początku lat pięćdziesiątych. Wraz z komunizmem jak widać zapominano o elitarnej kapce i szlacheckich maślaczach, a językoznawcy na użytek rewolucji kulturowej skrzętnie odesłali już to pojęcie do lamusa, w którym znajduje się po dzień dzisiejszy. Na szczęście dziś mamy o wiele lepsze dla tokajów czasy!

Trzeba również zaznaczyć, że przytoczony jako drugi fragment noweli Reymonta jest natomiast dwuznaczny i wyraz „kapka” w kontekście oznaczać mógł również pewną, niezbyt dużą ilość wina.

Od razu warto tu sprostować przekłamanie, jakoby kapka nie była już w użyciu. Co najciekawsze odnajdziemy ją na łamach rocznika 1956 (tom 10, nr 11) czasopisma fachowego, które nosiło socjalistyczny w treści tytuł: Przemysł spożywczy. Możemy tam przeczytać m.in. takie słowa:

„Pewną ilość winogron pozostawia się na krzewie i zbiera w końcu jesieni. Na dnie kadzi, w których gromadzone są grona, jest wgłębienie, do którego ścieka bardzo gęsty sok winogronowy (pod ciężarem własnym warstwy winogron). Po kilkuletnim leżakowaniu otrzymuje się z niego tokaj zw. Kapka o zawartości ok. 20-30% cukru i ok. 4-5% alkoholu”.

Dzięki uprzejmości G. Kurczewskiego (Blisko Tokaju) zamieszczam jeszcze późniejsze wzmianki o kapce, które pochodzą również od rzeczonego Henryka M. Fukiera, a znajdują się w jego Wspomnieniach staromiejskich (1959):

“Były tam dziś już niespotykane kapki, maślacze, kordiały i inne ziołowe i korzenne wina, przypominające – nie tylko nazwą – nalewki.”

“Starsze tokaje, słodkie maślacze oraz rzadko spotykane “kapki” były również rozlewane w zielone butelki o pięknej linii, lekko przechodzącej w zwężenie szyjki, hemplówkami zwane.”

To niestety ostatnie znane przeze mnie wzmianki o słynnej kapce. Jeśli ktoś zna jakieś inne wzmianki, proszę się nimi podzielić! (Dla tych zaś, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o próbach uściślenia pojęcia współczesnej esencji tokajskiej zapraszam do zapoznania się z interesującą dyskusją na portalu Winicjatywa).

Z przytoczonych przykładów widać wyraźnie, że ówcześni językoznawcy nie znali się na winach, a normy językowe kształtowali – używając eufemizmu – dość swobodnie. Niestety w ten sposób i oni przyłożyli swą rękę do upadku kultury winnej w Polsce. Być może chodziło o zacieranie śladów po okresie międzywojennym?

Kapka miała się wówczas w najlepsze i odnajdziemy ją we wspomnieniach Władysława Płachcińskiego z kolacji u „Simona i Steckiego”(dziękuję raz jeszcze za pomoc G. Kurczewskiemu), które cytuję za P. Adamczewskim, Gdzie jadało towarzystwo warszawskie: (z braku miejsca pomijam całość imponującego jadłospisu – polecam sięgnięcie do komentarzy lub do oryginalnego wpisu):

„Na kawę zaprosił nas do piwnicy. (…) Dał nam skosztować, po naparstku, legendarnej kapki. Na beczce, nakrytej papierem, podano doskonałą kawę i butelkę dobrego, starego węgrzyna”

* * *

Zerknijmy teraz do sto lat wcześniejszego opracowania, które przynosi wiele cennych informacji o kapce. Mam tu na myśli Encyklopedię Powszechną Samuela Orgelbranda z roku 1860. Informacje o kapce znajdziemy w związku z dwoma hasłami:

Ausbruch-Encyklopedia_Orgelbranda_t_2_1860_s_462

oraz

maślacz-Encyklopedia_Powszechna_Orgelbranda_s_145

Interesujące jest to, że w kolejnych wydaniach encyklopedii zachowano w zasadzie te hasła bez większych zmian. Oczywiście obok rzetelnych informacji dotyczących produkcji i użycia kapki mamy tu również sporą dawkę mitu otaczającego to słynne wino. Przy okazji wyjaśniona została również nazwa esencja – kapka nie tylko była esencjonalna, ale stanowiła swoistą zaprawę dla innych win, czego dziś się już nie stosuje.

Związek technologiczny maślacza z kapką był zapewne przyczyną dość częstego zamieszania w stosowaniu tych pojęć, które dość często utożsamiano. Jako przykład chciałbym przytoczyć króciutki cytat z Encyklopedii Staropolskiej Zygmunta Glogera, która chyba ugruntowała wśród językoznawców nieszczęsne utożsamienie:

Massykiem, później maślaczem zwano esencję winną.” („Wino” [w:] Z. Gloger, Encyklopedia Staropolska, t. IV, Warszawa 1903).

Wiele wskazuje na to, że wiadomości o winie czerpał Gloger z książki Łukasza Gołębiowskiego Domy i dwory… z 1830 r. Jednak w interesującej nas kwestii u Gołębiowskiego znajdziemy nieco odmienne sformułowanie, bliższe chyba prawdzie, ukazujące specyficzne przesunięcie znaczeń:

massyk zwano essencyę winną, później maślacz„.

Massyk w znaczeniu esencji podaje również słynny Słownik Języka Polskiego Samuela Bogumiła Lindego z 1809 r.

massyk-Słownik_Lindego_1809

Jak widać w przeciągu XIX wieku ustaliła się rodzima nazwa kapka, (używana również jako przymiotnik: „wino kapkowe”) która miała być polską nazwą dla esencji z samocieku i zastąpiła dwuznaczny już massyk, który zresztą dość szybko wyszedł z użycia wyparty przez rodzimą i bardziej precyzyjną nazwę.

Kapka trafiła nawet do Słownika pijackiego Tuwima, ale lepiej sami sięgnijmy do źródła z 1840 r. z którego czerpał ten autor:

Poezye_Kicinskieg_tytul

Oto i wyjaśnienie Kicińskiego do jednego z tłumaczeń. Jak widać kapka była pojęciem dobrze znanym.Bieon-Poezye_Kicińskiego

A teraz reklama z dawnej Warszawy z pamiętnego roku 1830 pozwalająca ocenić jak wyglądała cena kapki na tle cen innych win.

winieta-Kurjer_Polski_1830_nr_119

wina-kapka-Kurjer_Polski_1830_nr_119

Reklama sama w sobie godna jest uwagi choćby ze względu na wymienione wina. Warto zwrócić również uwagę na ceny innych węgrzynów oraz na to, że kapki sprzedawano również – tak jak i dzisiaj – w mniejszych ilościach niż inne wina.

kometa_Napoleona_1811

Kometa Flaugergeusa z roku 1811, zwana „kometą Napoleona”

Szczególnie słynna była w XIX wieku kapka z roku 1811, zwanego kometowym, ponieważ to wówczas obserwowana na niebie była kometa Flaugergeusa z 1811 roku zwana „kometą Napoleona”. Dla Polaków kometa ta kojarzyła się z zapowiedzią odmiany losów politycznych. Dla winomanów warto wspomnieć, że rok 1811 uznawany był za szczególny rocznik, więc „wina kometowe” były niezwykle poszukiwanym i drogim towarem.  A oto wspomnienie z pewnej uroczystości z roku 1908 okraszonej najszlachetniejszym winem, sprowadzonym jeszcze przez zasłużonego dla Krakowa historyka, antykwariusza i księgarza Ambrożego Grabowskiego (1782-1868):

kapka-Grabowski

Jak widać pojęcia maślacz i kapka zostały użyte tutaj łącznie, co z pewnością musi budzić odrazę wśród osób oczekujących precyzji określeń. Kometowe wino kapkowe – czy to szczyt XIX-wiecznych marzeń o winie?!

Nie! Były jeszcze wina kapkowe budzące jeszcze większe emocje, wina opisywane tak, że dziś chyba nikt by się nie pokusił o takie emocje. Domyślać się już możemy, że chodzi o wiekowe kapki. Warto przeczytać interesującą relację o zakupie takich win ze zbiorów Franciszka Potockiego, zwłaszcza że pojawia się tu niezwykle zasłużone dla polskiej kultury winnej nazwisko Fukierów.

winieta-Gazeta_Warszawska_1854_nr_37

kapka_1-Gazeta_Warszawska_1854_nr_37

kapka_2-Gazeta_Warszawska_1854_nr_37

Uderzający jest z pewnością sposób myślenia o winach, przepełniony tradycją i sięgający myślą do pokoleń, które dopiero przyjdą. Wielkie wina miały dosłownie byt ponaddoczesny. Dla autora powyższej relacji gorszące było to, że ówcześni Polacy bardziej docenili wielkie wina niż obrazy i szafy gdańskie i tym podobne… Czy dziś znalazłby się ktoś, aby skupować i zachować w Polsce stare wybitne wina, które mają być częścią dziedzictwa narodowego? Czy i dziś znaleźliby się tacy „archeologowie piwniczni”, obrońcy tej ulotnej cząstki naszej tożsamości kulturowej? Odpowiedź na to pytanie pokazuje, gdzie w sferze kultury wina dziś jesteśmy…

I jeszcze jedna relacja o zakupie wiekowych kapek tokajskich – tym razem z innego źródła, co uwiarygadnia całą sprawę. Relacja może o wiele mniej obrazowa i mniej emocjonalna, ale za bliższa opisywanym wydarzeniom i przynosząca kilka ważnych informacji dla miłośników historii:

Kurjer_Warszawski_1853_nr_191_winieta

kapka-Kurjer_Warszawski_1853_nr_191_s_2

Najstarsze zakupione kapki miały wówczas prawie 230 lat – już wówczas stanowiły jedne z najciekawszych eksponatów w kolekcjach winnych Europy.

Opowieść o kapce była by z pewnością niepełna bez odwołań do literatury, która po części budowała i umacniała mitologiczną otoczkę roztaczającą się wokół tego wina. Dziś chciałbym przytoczyć mało dziś znany utwór Wincentego Pola z 1876 r., który w materii winnej pełen jest finezji, smaku i staropolskiego klimatu. Jak ciekawostkę można dodać, że wspomniana przez Pola piwnica winna znajdowała się w Przemyślu w klasztorze Reformatów, bardzo blisko… późniejszego znakomitego składu win Cieślińskiego o którym pisałem tutaj i tutaj. Zupełny przypadek, czy genius loci? Niech każdy wierzy w którąkolwiek wersje, ale posłuchajmy opowieści z mityczną kapką w ważnej, wręcz mitycznej roli.Wincenty_Pol-Pamiętniki_Winnickiego_1876

Wincenty_Pol-Pamiętniki_Winnickiego_s_142

Wincenty_Pol-Pamiętniki_Winnickiego_s_143

* * *

Gdybyż jakieś niezwykłe zrządzenia Opatrzności pozwoliły zakosztować kapki hetmańskiej… Kapkę hetmańskiej kapki! Jak dla mnie nie ma większych winiarskich marzeń. Wobec mitu nie ma adekwatnych słów, należy w końcu zachować pełne szacunku i kontemplacji milczenie.

Po stokroć wypada już zakończyć!

Reklamy

9 thoughts on “Szlachetnej kapki kapkę

  1. Bardzo ciekawy tekst! Co do późniejszych wzmianek o kapce to można je znaleźć we „Wspomnieniach staromiejskich” Henryka M. Fukiera. Wiele później to nie było, co prawda, gdyż książka ukazała się w roku 1959. „Były tam dziś już niespotykane kapki, maślacze, kordiały i inne ziołowe i korzenne wina, przypominające – nie tylko nazwą – nalewki.” „Starsze tokaje, słodkie maślacze oraz rzadko spotykane „kapki” były również rozlewane w zielone butelki o pięknej linii, lekko przechodzącej w zwężenie szyjki, hemplówkami zwane.”

    • Felieton Piotra Adamczewskiego o restauracji „Simon i Stecki” w latach międzywojennych: W przestronnych piwnicach pozostał z czasów „Simona i Steckiego” tak zwany skarbczyk z najcenniejszymi winami węgierskimi. Była wśród nich słynna „kapka”, która kosztowała, bagatela, ponad trzysta złotych za butelkę! Ówczesny właściciel lokalu, Jordan, prowadził do piwnic tylko wyjątkowych gości. Pewien zamożny przedsiębiorca, a zarazem koneser dobrej kuchni, Władysław Płachciński wspominał kolację u „Simona i Steckiego”, kiedy to Jordan osobiście czuwał nad menu: „Na początek wypiliśmy po 3 – 4 kieliszki starki. Wprawdzie nie legendarnej Karakozowiczów, ale i nie S.S. Bardzo dobrej. Na zakąskę dał dobrego śledzia w oliwie, sardynki i befsztyk po tatarsku. Na klamerkę wypiliśmy po szklance pilznera. Następnie podano łososia z wody i kartofle z masłem, Chateau Yquem, wino z cudownym bukietem, ale słodkie, deserowe. Należało, według mnie, podać Chablis. Potem podano kwiczoły i bardzo dobry Burgund. Wolałbym Bordeaux, Pontet Canet lub Chateau Lafite. Potem były gruszki po kardynalsku i zimne Chateau Yquem. To było świetne. Na kawę zaprosił nas do piwnicy. (…) Dał nam skosztować, po naparstku, legendarnej kapki. Na beczce, nakrytej papierem, podano doskonałą kawę i butelkę dobrego, starego węgrzyna”.

      Piotr Adamczewski, Gdzie jadało towarzystwo warszawskie

      • Opis kolacji u Simona i Steckiego jest wspaniały, choć rzeczywiście były wpadki z doborem win. W każdym razie świetny dokument z epoki. Raz jeszcze dziękuję za pomoc i proszę jeszcze o inne wzmianki o kapce, bo często się przeoczy nawet coś fundamentalnego, jak choćby wspomnienia Fukiera! Z serdecznymi pozdrowieniami PP

    • Dziękuję za pomoc! Wpisałem już do tekstu z odpowiednim komentarzem. 🙂
      Przyznam, że inspiracją do wpisu była uwaga z jednej z pierwszych naszych dyskusji o myleniu wina kapkowego z maślaczem.

  2. Pingback: Chorwackie wina powracają « Winne tradycje w kulturze polskiej

  3. Pingback: Z „Kłosami” u Teofila Fukiera A.D. 1868 | Blisko Tokaju

  4. Pingback: Czas Wina wyróżnił winiarskie blogi | Blisko Tokaju

  5. Pingback: Grand Prix Magazynu Wino 2014 – od Tokaju do Rioja | Blisko Tokaju

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s