„Burgunda znosisz?” Szczyt winnego hedonizmu powieści polskiej okresu Młodej Polski

Wydaje się, że ze względów historycznych hedonizm nie był nazbyt reprezentatywnym wątkiem polskiej literatury (wyjąwszy renesans, ale każde dziecko wie, że był to wprost mityczny Złoty Wiek). Albo szczękały sztućce zagłuszając muzy, albo słychać było szczęk oręża i wiele innych rzeczy było ważniejszych od ucztowania. Gdy jednak poszukać dokładniej, to okazuje, się że natura ludzka silniejsza jest od chwil dziejowych i pewnie zawsze znajdą się osoby które przedkładały jakość doznań zmysłowych ponad inne rzeczy. Dziś sięgniemy do pięknie burzliwego i zwariowanie kolorowego okresu Młodej Polski, gdy kotłowały się nowe idee, sztuka mieszała się z życiem, a bycie z piciem, nie będzie to jednak przybyszewszczyzna.

kelner

Zanim sięgniemy do polskiej literatury przypomnimy sobie, że bliska nam (na gruncie winnym) kultura węgierska ma słynną hedonistyczną, nasączoną zmysłowymi doznaniami scenę konsumpcji z opowiadania Gyuli Krudyego. Dzięki niej film węgierski zyskał słynną scenę pełnokrwistego hedonizmu w obrazie Zoltana Huszárika Szindbád  (osoby wyznające dietę niskotłuszczową przestrzegam lojalnie przed możliwym kryzysem światopoglądowym):

Czy da się z tym porównać naszego rodzimego hedonistę? Zobaczmy sami, pytając się w skrytości zakamarków duszy czy warszawski sybaryta sprzed wieku doczeka się  kiedykolwiek ekranowego żywota? A jeśli nawet nadejdzie ta chwila, to czy ktokolwiek zrozumie (bez dodatkowych przypisów), że panowie pili wino kapkę, ale nie kapkę wina.

Dość jednak zbytecznych rozterek – spójrzmy wreszcie na ucztę! Została ona przedstawiona w powieści T. Jaroszyńskiego Dobra krew (1910). Z pewnością jest to jedna z bardziej filozoficznie podbudowanych scen biesiadnych. Bohaterami są Jerzy (główny bohater powieści – młodzieniec pełen ideałów ale bez pieniędzy na ich realizację) i jego wuj Ignacy Godzięmba (którego charakterystyka pojawi się wkrótce).

Scena rozpoczyna się w warszawskiej restauracji, gdzie pan Ignacy był stałym bywalcem. Po wylewnych przywitaniach następuje rytualna celebracja karty menu przez Godziembę:

Dobra_krew_1

Studia nad menu przywiodły Godziembę do rozważań nad filozofią smaku, stąd jak się okazuje blisko już do filozofii systematycznej (jak tu nie cenić autora za tak rzadką przenikliwość!):  Dobra_krew_2

Dobra_krew_3

Jak widać pan Ignacy był domorosłym filozofem, nie był radykałem, ale wiedział z doświadczenia jak umiejętnie grać na skalach zmysłowych doznań. Był więc Godzieba… empirykiem!

Dobra_krew_4

Bagaż doświadczeń miał bogaty, dziś nazwano by go wręcz ekstremalnym:

Dobra_krew_5

Pan Ignacy doceniał jednak coś więcej niż kielich wódki i suchą kiełbasę w małomiasteczkowej knajpie. Doceniał wszystko co dobre, zwłaszcza to, co szlachetne.

Wróćmy jednak do klusek, czyli do przerwanego toku zamówień. Tu wreszcie pojawia się wino.

Dobra_krew_6

Mamy tu chyba jeden z celniejszych – i jakże krótkich – dialogów o winie. „Burgunda znosisz?” Cóż za nonszalancja, ale jakże odmienna od popisów znajomego Chodzica, który używał swej wiedzy o winach kosztem innych.

Czas oczekiwania na potrawy wypełniony został prezentacją systemu filozoficznego wujaszka – po wydrwieniu idealizmu nastąpiła prezentacja głównej zasady: „w życiu chodzi o to, aby najmniejszym wysiłkiem osiągnąć najwyższą sumę szczęścia”.

Było jednak dla Godziemby coś ważniejszego od zachęty do własnej filozofii, którą serwował Jerzemu…

Dobra_krew_8

Dobra_krew_9

Jak widać w systemie filozofii praktycznej wujaszka było również dość miejsca dla dietetyki praktycznej o zabarwieniu hedonistycznym – w tym przypadku była to nauka o tym jak przedłużać możliwość doświadczania przyjemności. A przy okazji jakże piękne sformułowanie tu mamy „zapuszczać brzuch na sposób piwowarski” – czyż nie powinno ono znaleźć godniejszego miejsca w języku polskim?

Dyskusja o najgłębszych zasadach filozofii praktycznej pana Ignacego przerwało… wino. Rozpocząć się wreszcie musi pełna zmysłowości i cielesnej nabożności celebracja wina.

Dobra_krew_10

Wino da się pić z przyjemnością! Któż dzisiaj jeszcze tak myśli o piciu wina jako zespoleniu wina, refleksji, emocji i przeżycia zmysłowego. W epoce naukowego podejścia do wina czyż nie zatraciła się gdzieś po drodze ta złożona i ulotna całość?

Picie wina bez refleksji było by zbrodnią popełnioną na rozumie. Pan Ignacy powrócił więc do filozofii – tym razem rzecz trąci kartezjańskim racjonalizmem (może to wpływ wina francuskiego?)

Dobra_krew_11a

Pan Ignacy nie był bytem-ku-śmierci, on raczej póki pił póty był, a może póki był póty pił… W każdym razie wujaszkowi transcendencja nie była najwyraźniej potrzebna. Spiritus vini zapełniał wystarczająco miejsce na troski egzystencjalne?

Czas na jakieś argumenty empiryczne. Pan Ignacy jest niezmordowany. Pojawia się więc odpowiednie opowieść – typowy wykwit podchmielonego umysłu, zaludniający gęsto karty literatury polskiej przełomu XIX i XX wieku. Opowiastka sama w sobie zresztą urocza, warta więc przytoczenia:

Dobra_krew_11b

Dobra_krew_11c

Odmiennie reagował na wino idealistycznie nastawiony Jerzy. Znów widać różnicę między starymi i młodymi. U niego wino było katalizatorem przejścia od idei do czynu. Powiało rewolucją, ale tym razem nie od wschodu…

Dobra_krew_12

Jerzy okazał się jednak tylko młodopolskim marzycielem. Przyszedł bowiem czas na deser. Czyn, idea… wszystko zbladło wobec tokajskiej kapki! Następuje kulminacja sceny i moment największego kuszenia ideologicznego.

Dobra_krew_13

Swoją drogą pomysł, aby zapędy rewolucyjne leczyć tokajską kapką jest przedni! Że nikt tego nie realizował, gdy nie było jeszcze za późno…

Czas na epilog opowieści. Towarzyszy mu czarna kawa i refleksja egzystencjalna.

Dobra_krew_14

Jak widać doświadczenie winnego hedonizmu zmieniło coś na zawsze w duszy Jerzego. Na tym zakończmy tę opowieść. Jeżeli kogoś zainteresowały losy Jerzego polecam link do całej powieści.

Dodajmy jeszcze kilka słów o autorze. Można się domyślać, że autor cytowanego niezwykle plastycznego opisu uczty był postacią niezwykłą, dziś niestety raczej zapomnianą. Tadeusz Jaroszyński (1862–1917) młodość spędził we Lwowie, uczył się w Warszawskiej Szkole Rysunkowej, a później osiem lat spędził w Paryżu na studiach malarskich. Tam zapewne oprócz wrażliwości malarskiej rozwijała się jego wrażliwość winna. Po powrocie do kraju w 1892 r. zamieszkał w Warszawie, gdzie powstała większość jego dzieł.Tadeusz-Jaroszyński-zdjęcie-autograf

Tak o Jaroszyńskim pisał Zdzisław Dębicki w roku 1905:

„Jeżeli można jednym wyrazem określić pisarza-artystę, to dla Jaroszyńskiego wyrazem tym będzie temperament, stanowi on bowiem najwięcej zasadniczą część jego talentu. […] Artysta z krwi i kości, z natury „cygan”, przystosowany do współczesnych wymagań „dżentelmeństwa” literackiego, doskonały obserwator, umiejący chwytać typy, fakty i sytuacye, przenikliwy psycholog, śmiałem okiem wdrażający się w duszę spotkanego człowieka […], subtelny satyryk, zdobywający się na akcenty ostrej ironii, graniczącej z sarkazmem, a przy tym wszystkiem wytworny smakosz w dziedzinie sztuki i literatury […]”.

Wypada raz jeszcze podkreślić sekret niezwykłości Jaroszyńskiego (dalej według Dębickiego):

Zdaje się, że […]  Jaroszyński-literat na tej spółce z [Jaroszyńskim-]malarzem wyszedł bardzo dobrze, posiadł bowiem nie tylko umiejętność patrzenia, ale i sekret plastycznego odtwarzania rzeczy widzianych”.

I jeszcze jedna ciekawostka: pierwodruk powieści Dobra krew miał miejsce na łamach czasopisma… Wieś ilustrowana. Poniżej okładka numeru, w którym znajduje się część z opisem wspominanej uczty.

winieta-Wies_Ilustrowana_1910_8

Swoją drogą bardzo interesujące i barwne czasopismo z życia dawnej wsi i nie tylko. I jeszcze jedna refleksja: kto dziś w okolicach Krakowa znajdzie takie typy ludowe…

PS. Jeżeli ktoś zna bardziej nasycone hedonizmem lub bardziej soczyste przedstawienia uczty z winem w literaturze polskiej będę wdzięczny za podzielenie się własnym wyborem (oczywiście mistrza Jana z Czarnolasu od razu wykluczamy, bo sprawa byłaby zbyt prosta). Ktokolwiek widział, ktokolwiek czytał, ktokolwiek zna – dajcie znać, choćby nawet to były najbardziej zapomniane z dzieł. Czas docenić smak naszej  literatury!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s