Kobiety, wino i… przesądy

kobieta_z_kieliszkiem_winaJak powszechnie wiadomo, Dzień Kobiet jest stosunkowo świeżą tradycją, jednym z żywych reliktów PRL. Zatem zamiast jednodniowego dowartościowywania w szale zbiorowego amoku i kwiatka w celofanie będzie przewrotnie: o kobietach, winie, i… niezbyt pięknych przesądach związanych z winem.

W dawnej polskiej kulturze winnej żywe były przesądy związane z wpływem obecności kobiet na wino leżakujące w piwnicach. Przesąd ten przywędrował do Polski z Węgier wraz z importowanym winem. To kolejny ślad silnej zależności polskiej tradycji winnej od tradycji południowych bratanków.

Nie dowiemy się już zapewne skąd wzięły te przesądy: czy chodziło o zarezerwowanie piwnic tylko do niepodzielnego władania mężczyzn czy chroniło kobiety przed winami a wina przed kobietami… Jak tam było, tak tam było, ale jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. W każdym razie zamiast tropienia zagmatwanych przyczyn spójrzmy na ślady tajemniczego przesądu.

Zerknijmy do powieści historycznej naszego noblisty Wł. Reymonta zatytułowanej Nil desperandum. A oto fragment opowieści o fascynującej peregrynacji piwnicznej w pradawnych piwnicach zamkowych. Oczywiście z przesądem w roli głównej:

— Pokażę ci coś szczególnego. Kostek, światła i ojca Albina do mnie. Wnet się znalazła pochodnia i zaniepokojony franciszkanin.
— Poszukamy jakiego gąsiorka na dzisiejsze rekolekcje.
— Od siwuchy na jutrznię aż do małmazji na kompletę, wszystko narządzone.
— Lecz ad honores offertorium wypijemy czymś godniejszym. — Kum Chmieliński najlepiej by zdeterminował, będzie mu markotno.
— Zachodzi okoliczność, jako musimy być samotrzeć — wyrzekł prowadząc do piwnic. Wchodziło się do nich z wielkiej sieni, po stromych i ciemnych schodach. Pacholik idąc przodem przyświecaj smolistą pochodnią. Podziemia zamkowe były obszerne. Pełne sklepionych komór, kazamat, niskich izb prochowych i krętych przejść, tylko z rzadka oświetlonych smugami światła sączącego się ze strzelnic. Właśnie byli stanęli przed żelaznymi drzwiami sklepu, w którym mieściły się wina, gdy zjawiła się wielce zadyszana panna Cesia.
Apage satanas ! — zakrzyczał mnich zastępując drogę. — Nie pozwól waszmość.
— Wróć się, Ceśka, w tym sklepie nie może postać twoja noga.
— Jakoby wilka puścił między jagnięta ! — dorzucił przerażony kapelan.
— Tylko zobaczę, mój stryjku, tylko powącham i pójdę sobie precz.
— Mówiłem ci nieraz, jako niewieście wapory przemieniają wina w kwas — przemówił stanowczo, iż odeszła zadąsana, oni zaś wsunęli się spiesznie do loszku zamykając za sobą drzwi na klucz.

Całą powieść można znaleźć w zbiorach Polskiej Biblioteki Internetowej (s. 41).

Ostatnią poważną wzmiankę rzeczonego przesądu odnalazłem u nie byle kogo, bo u Henryka Marii Fukiera w jego Wspomnieniach staromiejskich.

„W krajach winiarskich można zauważyć innego rodzaju ciekawostkę: niechętnie wpuszcza się tam kobiety do piwnic z młodymi winami. Nie będę się o tym rozpisywał, ale nie jest to pozbawione słuszności. Obecność w piwnicach kobiety chorej powoduje fermentację wina – tak jak to według obserwacji doświadczonych, starych gospodyń bywa z warzącym się mlekiem, kiszoną kapustą i ogórkami w beczkach, które nie osiągają pożądanej trwałości. Nauka tego nie odrzuca, nie neguje” (Wspomnienia staromiejskie, wyd. II, Warszawa 1973, s. 79).

Jak widać wielki znawca win węgierskich z typową dla siebie powściągliwością pisał o tym przesądzie. „Nauka tego nie odrzuca” – jak widać on również wierzył w występowanie tego zjawiska, choć wydawało się podejrzanie irracjonalne w scjentystycznych czasach.

piwnice_Fukiera-Orędownik_1938-nr_95bis

Zamknijmy ten wpis innym wspomnieniem Fukiera o kobietach w winnych piwnicach, z nutą mistrzowskiego stylowego humoru i sporą dawką dobrej, przedwojennej pikanterii:

„Razu pewnego namówiłem na zwiedzanie piwnic, o których tyle opowiadano, młodą i nader uroczą rozwódkę, naturalnie jak Ewa ciekawą, a jak grzech kuszącą. Przyszła w umówiony dzień o obiecanej godzinie, ale dla asekuracji, «na przyzwoitkę», wzięła z sobą – małego synka. Chłopaczek był bardzo miły i śliczny, ale mamusia jego, bardzo rada ze swego dyplomatycznego posunięcia, ładniejsza.

W piwnicach, po których oprowadzałem mamusię, dziecko było trochę wystraszone zarówno nastrojem ponurych, ciemnych podziemi, jak też moim opowiadaniem o więzieniach mieszczących się ty za czasów Książąt Mazowieckich, o więźniach przykuwanych do murów piwnicznych etc. etc. – choć działo się to dobre trzysta, może czterysta lat temu. A potem – na pocieszenie – pokazywałem w piwnicy Hetmańskiej owe trzystuletnie wina w butelkach omszałych, chlubę trzystuletniej firmy…

Gdyśmy już mieli wychodzić z piwnic i gasiłem kaganki, przemówił malutki – przyszły młodzieniec. Przytulając się do uszka swej mamusi zapytał szeptem:

– Mamo, czy ten pan – wskazał na mnie – też ma trzysta lat?

Mamusia, rzucając czarujące spojrzenie w moją stronę, odpowiedziała uspokajająco:

– Nie, synku, ten pan jest młody, bardzo młody, o tym mamusia może cię zapewnić” (Wspomnienia staromiejskie, wyd. II, Warszawa 1973, s. 119).

PS. Dobrze, że przesądy upadają! Choćby ulubiony region tokajsko-hegyalski, czyż tamtejsze wina nie byłyby o wiele uboższe stylistycznie gdyby zabrakło tokajskich trzech Gracji?!

Vive la petite différence!

Reklamy

2 thoughts on “Kobiety, wino i… przesądy

    • W pełni się zgadzam! Może w przyszłym roku 8 marca udało by się zrobić degustację win tokajskich pod tytułem „Kobiece oblicze Tokaju” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s