Tradycja jarmarków i kiermaszów czy jarmarczna tradycja?

W ubiegłą niedzielę zakończyły się piąte już z kolei Dni Węgrzyna i CK Wino. Wraz z „Winem w Krakowie” cieszę się, że mieliśmy możliwość spotkania z winem w urokliwym otoczeniu kamieniczek Małego Rynku – miejscu od wieków stworzonym dla handlu. Spędziłem tam w sumie kilka godzin podczas trzech kolejnych dni imprezy i trudno jednak podzielić w pełni entuzjazm wobec wielu niepokojących oznak. Skoro kiermasz ten odbywa się pod sztandarem tradycji warto zapytać, czy przysługa wyrządzana tradycji nie staje się przypadkiem przysługą niedźwiedzią.

Jakie zatem tradycje można odnaleźć w imprezie Dni Węgrzyna i CK Wino? (Idąc z nieśmiertelnym duchem galicyjskich urzędów używać będę oczywistego skrótu DWiCKW). Impreza gości od kilku lat na Małym Rynku, a tegoroczna próba przeszczepienia  handlu winem w historyczne miejsce, na Rynek Główny, nie powiodła się. Zatem zamiast wielkiego krakowskiego Rynku pozostał Mały Rynek i klimat nieco bardziej przypominający (mało)miasteczkowe kiermasze i jarmarki.

DWiCKW najbliższy jest kiermaszowi i tak określają go sami organizatorzy. Czym jest kiermasz ? Weźmy dla przykładu językoznawczą definicję słownika pod red. W. Doroszewskiego:

„okresowa sprzedaż niektórych artykułów w kioskach lub stoiskach, połączona często z wystawą”.

Pasuje wręcz idealnie do DWiCKW! Doroszewski cytuje m.in. symptomatyczny fragment z książki Tadeusza Borowskiego Na przedpolu. Artykuły i reportaże, Wydawnictwo MON, Warszawa 1952:

„Odbywał się w pobliżu przy karczmie kiermasz z licznymi budami i wozami, w których sprzedawano rozmaite rzeczy, jak narzędzia rolnicze, odzież włościańską, świecidła, łakocie itp.”

Znów uderzające jest podobieństwo do DWiCKW – liczne były budki, a rzeczy sprzedawano rozmaite. Co prawda nie do końca były tam obecne narzędzia rolnicze i odzież włościańska, ale podkowy, torebki, sznurówki, świecidełka i łakocie – były co najmniej tak liczne jak samo wino, i z pewnością były o wiele bardziej zwracające uwagę, co przynosi cierpką myśl o postępującej coraz bardziej  alienacji tytułu DWiCKW od treści…

W okresie międzywojennym używano określenia „kolorowy jak krakowski kiermasz” – patrząc naV DWiCKW trzeba przyznać, że było naprawdę kolorowo, w sam raz dla miłośników różnorakich kolorów (a są tacy).

Kiermasz jednak nie charakteryzuje wyczerpująco fenomenu DWiCKW. Spróbujmy teraz pobłażliwie skonfrontować tradycję jarmarków galicyjskich (weźmy małe galicyjskie miasto Rzeszów) z DWiCKW – oczywiście analogie są luźniejsze, ale pewne elementy zbliżają to wydarzenie do dawnych jarmarków. Polecam przykład Rzeszowa sprzed wieku opisanego w pracy Jana Pęckowskiego Handel Rzeszowa XVII i XVIII w. wydanej w roku 1908 (wybieram małe miasta, bo bardziej pasują do kalibru imprezy niż tradycje stołecznego Krakowa, a o handlu winem w Krakowie napiszę w przyszłości).

Tradycja jarmarków, barwnych wydarzeń handlowych, które ożywiały miasta i miasteczka, napełniały je przybyszami i przyciągały sprzedawców towarów różnorakich była ważnym elementem kultury polskiej (i nie tylko). Czymże zatem takie jarmarki były?

jarmark-Handel_Rzeszowa_XVII_i_XVIII_w_s_11Rzeczywiście Dni Węgrzyna bliskie są opisanemu przez Pęckowskiego  jarmarkowi, choć brakuje oczywiście elementu giełdowego (więc rzeczywiście jest to bardziej kiermasz). Z pewnością nie jest to cotygodniowy targ, a wydarzenie, które wciąż daje sposobność „do bliższego zetknięcia się ludzi oddalonych o dziesiątki mil”. I to wielka zasługa DKiCKW, choć z roku na rok coraz mniej przybyszów z dalszych stron (szczególnie brakuje Węgrów, którzy teraz smażyli tylko langosze i piekli smakowite zwijańce, winiarzy jakby na Węgrzech nie było…). Obracamy się więc w kręgu importerów i sprzedawców, co prawda nie ma bariery językowej, ale robi się coraz smutniej od duszenia się we własnym sosie. Oczywiście od reguły są wyjątki, więc udało mi się odnaleźć stoisko p. Izabelli Eder  z Modus Vivendi – więcej uwag za chwilę.

Wróćmy do jarmarków. Przede wszystkim ruch zaczynał się już dość długo przed rozpoczęciem sprzedaży:

jarmark-Handel_Rzeszowa_XVII_i_XVIII_w_s_13

Trzeba przyznać, że DWiCKW nie przypominają tutaj zbytnio jarmarków ani kiermaszów – można nabrać nieodpartego wrażenia, że wszystko krystalizowało się w ostatnim tygodniu, a informację o planowanych degustacjach dostałem dopiero na dzień przed pierwszą z nich (co ciekawe – nie wypaliła druga).

Niezmienne jest to, że miejsce dla handlu stanowi kluczową sprawę. Od dawna było ono przedmiotem regulacji (i poboru opłat):

jarmark-Handel_Rzeszowa_XVII_i_XVIII_w_s_13b

Dużą zaletą DWiCKW było wypracowanie stałych miejsc dla stałych bywalców. Ta wielka zaleta ma jednak swą ciemną stronę – stoiska z winami otoczone zostały stoiskami gastronomicznymi – niby dobrze, że od wina do jedzenia droga niedaleka, ale przeklęta moda grillowego skutecznie potrafiła zagłuszyć większość aromatów wina. Dla kogo więc miało być to spotkanie przy winie? Czyżby dla tych, co jedynie w winie liczy się alkohol?! Z przerażaniem stwierdziłem, że takich jest z roku na rok więcej.

Tegoroczna konsumpcja na Małym Rynku bywała iście heroiczna, ale bywała często i obrazoburcza – dość wspomnieć doskonałego tokaja 3-putonowego (cała seria liczyła 5000 butelek), który został zakupiony do konsumpcji na miejscu wraz z dwoma plastikowymi kubeczkami… To już jarmarczność pełną gębą, zresztą w otoczeniu błyskotek, głośnej muzyki i grillowego dymu – pożywny kicz dla wykorzenionych mas Homo ludens. Tradycje zostały bezpardonowo złożone na ołtarzu komercji.

Dość jednak narzekania, spójrzmy na dawny system podatków od wina – dla malkontentów, aby ukazać, że nawet papierowa akcyza lepiona nieszczęśliwie na szyjce butelki jest jakimś postępem. Oto krótka informacja o podatku od składu:

jarmark-Handel_Rzeszowa_XVII_i_XVIII_w_s_23 A jak z cenami win? Współczesne ceny dobrze ujmują zdjęcia „Winem w Krakowie„, a dawniejsze ukazuje choćby analiza Pęckowskiego, co ważne ujawniająca również stosunek ceny wina do ceny piwa w XVII wieku:

jarmark-Handel_Rzeszowa_XVII_i_XVIII_w_s_34

Jak można było przewidywać piwo był zdecydowanie najtańsze. Dla wyjaśnienia dodajmy, że złoty polski był jednostką obrachunkową równą 30 groszom. Wino dla Rajców miejskich było więc 30 razy droższe od najtańszego piwa, a najdroższe wina były 45 razy droższe od najtańszego piwa, co pokazuje, że z dużym przybliżeniem że relacje cenowe kształtują się dziś na korzyść wina (uwaga, porównujemy takie same objętości)! W XVII wieku wino było więc relatywnie droższe, o czym może nas przekonać prosty rachunek oparty na proporcji: jeśli 0.5 l taniego piwa kosztuje dajmy na to 2 PLN, wówczas 0.75l tego piwa kosztowałoby 3 PLN, zatem typowa butelka wina powinna kosztować 90 PLN dla wybrańców losu oraz między circa 112 a 135PLN dla normalnych ludzi. Patrząc na współczesne ceny można powiedzieć, że mamy naprawdę tanio w porównaniu do sarmackich przodków! Oczywiście znajdziemy dziś wina droższe niż by to wynikało z powyższych wyliczeń, ale ogromna większość win sprzedawanych w Polsce jest wyraźnie tańsza – oto namacalne skutki rozwoju technik uprawy i winifikacji, masowej produkcji, konkurencji, rozwoju transportu i koniec końców… obniżenia bezpośrednich obciążeń podatkowych (choć trudno w to uwierzyć).

I jeszcze jedna rzecz – jarmarki miały elementy występów, o czym wspomina np. Władysław Syrokomla w Dziejach literatury w Polsce od pierwiastkowych czasów do XVII w. (t. 1-3, Gebether i Wolff, Warszaw 1875):

„Dalej na zbiorach i jarmarkach wędrowni aktorowie w chruścianych szałasach dawali widowiska[…]”

Była i scena na DWiCKW (ale nie z chrustu, a nowoczesna), były występy (przede wszystkim głośna muzyka) choć czy p. Leszek Mazan mógłby być uznany za wędrownego aktora? Jeżeli byłby to galicyjski wędrowny aktor, to jakaś szansa na przyznanie się do takiej tradycji jest…

Podsumowując temat tradycji jarmarków, warto dodać, że już w okresie międzywojennym pojawiły się jarmarki nie pełniące pierwotnej funkcji handlowej, ale będące wydarzeniami rozrywkowymi. Były one – już wówczas – próbą odtworzenia tradycji jarmarku i próbą adaptacji do ówczesnych potrzeb kulturalno-rozrywkowych. Interesujące zdjęcie takiego jarmarku z roku 1937, zorganizowanego z okazji Dni Krakowa w pierwszej połowie czerwca ukazuje poniższe zdjęcie ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego. Dla miłośników win – ogromna beczka pełniąca funkcję stoiska, oraz ówczesne ceny szprycerów i wina sprzedawanego na szklanki. Jarmark odbywał się wzdłuż ul. 3 maja, obok parku Jordana.

Jarmark-Kraków-1938-06-NAC_1-P-3687-26

Ten swoisty jarmark był częścią wesołego miasteczka, które rozstawiło się w tej części Błoń – tak oto wyglądały i przedwojenne wesołe  „kolorowe jarmarki”.

jarmark2-IKC_1938_nr_158_10_VI_s_5

Oto ujęcie tej samej sceny, z 1938 roku opublikowane na łamach IKCa. Wystrój się zmienił, ale wielka beczka oraz ceny szprycerów i wina nie uległy na szczęście zmianie!

Oczywiście podczas tych przedwojennych wesołych jarmarków nie mogło zabraknąć tego, co tak ważne dla duszy Polaka – złocistego tokajskiego wina oraz Bratanków z południa. Tak oto wyglądało nawiązanie do tradycji jarmarków oczyma reportera Ilustrowanego Kuriera Codziennego:

jarmark_krakowski-IKC-1937_nr_145_27_V_s_8_cz1 jarmark_krakowski-IKC-1937_nr_145_27_V_s_8_cz2

Na zakończenie wpisu powróćmy jeszcze do V DWiCKW. Dla szukających cierpliwie dobrego wina i winnych tradycji była jednak nagroda – wśród hałasu i wrzawy można było odnaleźć wspaniałe wina oraz interesujące wątki winnych tradycji.

Oto kilka moich, subiektywnie wybranych propozycji:

  • Winnacja – wina Beli Feketego – szomloska tradycja, wino z innej epoki ale fascynujące dla poszukujących unikalnych win
  • Miasto win – Chateau Deleszla Tokaji Samorodni – wytrawna wersja tokajskiego wina samorodnego, kolejne wino żółte, intrygująca orzechowość
  • Winoman – tokajski maślacz z Tokaj Kikkelet (najlepszy maślacz, jaki dane mi było skosztować, a maślacz to wymierający gatunek)
  • Modus Vivendi – austriacka nowoczesna interpretacja tradycji Gruner Veltlinera – nowoczesność z poszanowaniem tradycji godne uznania, a wyniki – olśniewające. To doskonały przykład, że tradycja nie musi oznaczać ślepego kopiowania dawnych rozwiązań, ale może być twórczym przystosowaniem tradycyjnych wartości do nowych warunków, nowych pomysłów.

Poniżej mała galeria zdjęć z V DWiCKW: tradycja jarmarków, czy jarmarczność tradycji? Odpowiedzcie sami!

PS. Zdjęcia z V Dni Węgrzyna można zobaczyć na krakowskiej stronie GW z pretensjonalnymi „Napitkami i jadłem” oraz na stronach biegających „Z widelcem po Krakowie„. Jednakże najbardziej interesujące (winnie) zdjęcia można znaleźć na wspomnianym już blogu „Wino w Krakowie„.

PS2. Pełny tekst opracowania Pęckowskiego dostępny jest w sieci.

nac_logoPrzedwojenne zdjęcie jarmarku udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Reklamy

4 thoughts on “Tradycja jarmarków i kiermaszów czy jarmarczna tradycja?

    • Dziękuję za przypomnienie tego tematu – to bardzo ciekawa część tradycji uniwersyteckich, dziś zapomniana, tak jak i miasto Florencja… pod Krakowem, gdzie ucztowali profesorowie. Do tematu kiedyś powrócę, ale przy okazji tradycji uniwersyteckich.
      Przy okazji, znalazłem wczoraj informację o tym, że na krakowskim”jarmarku” przy wesołym miasteczku w 1937 było również złociste tokajskie wino „Hunagariae natum” – odpowiedni wycinek z IKC zamieszczam we wpisie.

    • Rzeczywiście wszystko się dziś miesza w kulturze… Taka moda, pewnie też niedługo przeminie, jak przyjdzie kolejne pokolenie, które będzie miało już dość tego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s