Dobre bo polskie wino podolskie

Polskie wino powoli powraca na polskie stoły po ciemnym okresie PRL-u. Powracają wina z Lubuskiego, z Podkarpacia, z Małopolskiego Przełomu Wisły. Niestety nie powracają polskie wina z Małopolski Wschodniej – historycznego, polskiego terenu, którego najbardziej wysunięta na południowy-wschód część predestynowana była do uprawy winogron. Zatem dziś kilka słów o tych utraconych winach.

„W chwili, gdy nakazem dnia jest zatrudnienie możliwie najliczniejszych rąk roboczych – oraz rozwinięcie produkcji krajowej tak, by się od importu móc uniezależnić – sprawa rozwoju winiarstwa polskiego staje się zagadnieniem nader ważnem”.

Tak rozpoczyna się jeden z najważniejszych artykułów o przedwojennym winiarstwie na Podolu, którego autorką była Zofia Łosiowa.

Przedwojenny szczyt rozwoju polskiego winiarstwa przypadł na lata 30. Wówczas zarówno ze względów ekonomicznych jak i patriotycznych polskie wino stało się towarem pożądanym. Interesowali się winem wszyscy, którym wypadało się interesować winem: mężczyźni i kobiety, wyższe sfery i robotnicy. Ciekawym świadectwem zainteresowania tej ostatniej grupy jest choćby krótka notatka z gazety Głos Robotnika z roku 1931, która przynosi również pewne dane statystyczne:

polskie_wina-Głos_Robotnika_1931_nr_76_winieta polskie_wina-Głos_Robotnika_1931_nr_76_s_3

Na szyderstwo historii zakrawa to, że przyniesiony nam później z sowietów marksizm, miał wyswobodzić polskich robotników od ucisku, a wyswobodził ich przy okazji prawie z wszystkiego, jak choćby z marzeń o dobrym polskim winie ze słonecznego Podola…

Winogronem podolskim (oficjalna abstynencja) interesowali się i żołnierze – ciekawą wzmiankę o ciepłym Podolu znajdziemy w jednej z gazetek ściennych z roku 1938:

 Zaleszczyki-Nowiny_1938_nr_3_winieta Zaleszczyki-Nowiny_1938_nr_3_tytulZaleszczyki-Nowiny_1938_nr_3_wycinek_wina

Powróćmy jednak do winiarstwa rozwijającego się w powiecie zaleszczyckim, na tak zwanym „ciepłym Podolu”. Znakomitym źródłem wiadomości o rozwoju polskiego winiarstwa na Podolu jest artykuł Zofii Łosiowej opublikowany na łamach interesującego Rocznika Ziem Wschodnich i Kalendarza na rok 1937. Dość wspomnieć, że artykuł ten jest wykorzystywany jako źródło wiadomości o rozwoju winiarstwa podolskiego w różnych opracowaniach naukowych.

Losiowa-RZWiK_1937-okladka_mala

Łosiowa upatrywała przyczyn wcześniejszego upadku polskiego winiarstwa w dwóch rzeczach. Po pierwsze były to nieodpowiednio obrane szczepy dające jedynie kwaskowatego „cienkusza”. Po drugie, wielka polityka!, „wszyscy trzej zaborcy mieli w swych krajach rodzimych wysokiej klasy wina, oczywiście dbali o to, by po dawnem polskiem winiarstwie ślad zaginął i by nie dopuścić nawet możliwości jakichś w tym kierunku poczynań”. Tak więc walka o polskie winnice miała w II RP silny wydźwięk patriotyczny, o czym dziś niezbyt często pamiętamy. Ostateczny kres winnicom – obok zaborców – położyła inna zaraza: filoksera.

Losiowa-RZWiK_1937-winnica

Autorka wymieniła kilku pionierów, którzy przyczynili się do odrodzenia podolskich winnic jeszcze w czasie autonomii galicyjskiej: J. Wartanowicz (właściciel dużej winnicy w Zazulińcach nad Dniestrem założonej w 1881 r.), S. Turanu (właściciel pochodzącej z przełomu wieków winnicy w Zaleszczykach na Ubiżowej).

Interesujący jest dokonany fachowo szacunkowy plan biznesowy założenia nowej winnicy. Niestety wnioski autorki są umiarkowanie optymistyczne – założenie winnicy wymagało dużych nakładów kapitałowych, które szacowała na 3000 zł za 1 ha za założenie winnicy oraz  6000 zł łącznej sumy, którą należy zainwestować w 1 ha do czasu uzyskania plonów (wartość oszacowana zgrubnie, bo przy większych winnicach niektóre koszty stałe nie rosną). Autorka wysnuwała stąd wniosek, że polskie winogrona nie mogą być niestety tanie. Co charakterystyczne przeszkodą było również prawo (II RP daleka była w tym względzie od ideału). Warto przytoczyć zatem ten dłuższy cytat in extenso:

„Do tej pory nie mamy jeszcze w Polsce ustawy o wyrobie wina i posługujemy się przepisami ustawy austrjackiej. Ustawa ta, prohibicyjna dla Galicji, nie przewidywała gospodarskiego wyrobu wina, jedynie wyrób przemysłowy i mnożyła trudności i wymagania techniczne. Nie mamy natomiast żadnych przepisów prawnych, określających pojęcie wina gronowego, w przeciwieństwie do win owocowych, niema przepisów chroniących wino gronowe od zafałszowania winem drożdżowem lub wytłoczynowem. Wydanie tych wszystkich zarządzeń przy uproszczeniu przepisów o wyrobie i dopuszczeniu wyrobu wina sposobem gospodarskim jest najpilniejszym postulatem polskiego winiarstwa” (s. 202).

Warto zwrócić uwagę na kilka kwestii. Zacznijmy od austriackiej ustawy prohibicyjnej dla Galicji. Mimo, że C i K monarchii nie ma już prawie do wieku, jej ponury biurokratyczny duch krąży cały czas nad Polską. Choć walkę z alkoholizmem uważam za bardzo ważną, to chyba można wreszcie porzucić wykwity umysłowości dziewiętnastowiecznych urzędników, którzy tylko potrafili „mnożyć trudności i wymagania techniczne” nie rozwiązując problemów społecznych. Brzmi swojsko, nieprawdaż?! Chciałbym jeszcze nieśmiało przypomnieć, że ustawy austriackie miały na celu niszczenie polskiej przedsiębiorczości – czyżby cel ustawodawcy pozostał niezmienny?! Jak widać XX wiek z punktu widzenia kultury prawnej był dla polskiego winiarstwa okresem zaprzepaszczonych szans. Łosiowa zwracała również na konieczność doprecyzowania pojęcia wina gronowego, aby można było zagwarantować jakość wina i możliwość jego zbytu. Niestety prawodawca nie rozumiał zbyt dobrze problemów winiarstwa (zainteresowanych szczegółami odsyłam do wpisu o przedwojennych regulacjach prawnych dotyczących wina). Nie pomagały nawet starania związku posiadaczy sadów w Zaleszczykach. Jak to wyglądało w praktyce? Oddajmy głos autorce:
Losiowa-RZWiK_1937-wymogi

(nb. dla młodszych czytelników – ubikacja oznaczała osobne pomieszczenie).

Oprócz wadliwego prawa zmuszającego winiarzy do dodatkowej dawki heroizmu największą pułapką był… oczywiście fiskus.

Obciążenia podatkowe były rzeczywiście horrendalne – podatek bezpośredni od litra wina wynosił prawie trzykrotną wartość końcowej ceny wina w sąsiedniej Rumunii (1,40 zł/l wina podatku w Polsce, wobec 50 gr/l. Czy ktoś dziwi się jeszcze dlaczego polskie winiarstwo w II RP rozwijało się powoli, mimo dobrych siedlisk. Niestety przedwojennemu fiskusowi można pogratulować jedynie skuteczności w walce z odradzaniem się tradycji winogrodnictwa i winiarstwa. Skuteczniejszy w niszczeniu okazał się tylko sowiecki komunizm…

Losiowa-RZWiK_1937-zbior_winogron2

Kontrowersyjne mogą być dla nas poglądy Z. Łosiowej na produkcję wina – według niej miał to być sposób na wykorzystanie winogron nie nadających się do spożycia z powodu uszkodzeń lub gorszej jakości. Wina miały podnosić rentowność winnic, ale miały być niejako produktem ubocznym. Niestety z uwagi na wysokie podatki i niską jakość produktu takie wino nie mogło samodzielnie odnieść sukcesu. Trzeba dla równowagi zaznaczyć, że byli na Podolu winiarze, którzy stawiali na wina jakościowe.

Szczególnie interesujące mogą być dla nas wymienione przez Łosiową odmiany uprawianych winogron wraz z komentarzem:
Losiowa-RZWiK_1937-odmiany_winogron

Nie wymieniła ona wszystkich uprawianych odmian, ale wyraźnie ze spisu widać, że uprawiano głównie winogrona deserowe, co było zgodne z prawdą. Interesujące jest to, że z winogron przerobowych autorka wymienia  rozpowszechniony w Alzacji, w Austrii, na Węgrzech i w Rumunii  Muscat Ottonel (tyle że uprawiany na Podolu jako winogrono deserowe)  oraz Riesling, który według autorki dawał wino porównywane z cenionym u nas winem reńskim. Swoją drogą ciekawe, czy i dziś dało by się uzyskać na tych ziemiach rieslingi podobne do dzisiejszych win reńskich – siedlisko wydaje się bardzo interesujące.

Losiowa-RZWiK_1937-zbior_winogron

Ciekawostką są również pozowane zdjęcia z winobrania (niestety słabej jakości), na których uwieczniono młode kobiety w strojach ludowych. W przedwojennych wspomnieniach często można przeczytać o udziale paradnie wystrojonych kobiet w święcie winobraniach w Zaleszczykach, ale o pracy w takim stroju nikt chyba nie wspominał.

Oczywiście Zaleszczyki słynęły z zakładu sadowniczego założonego w 1899 r., w którym hodowano winogrona i wytwarzano wino, ale to temat na osobną opowieść.

Dla zainteresowanych podolskim winiarstwem polecam lekturę doskonałego artykułu Wojciecha Włodarczyka „Podole – kolebka polskiego winiarstwa” opublikowanego na Vinisferze. O ciągłości tradycji kresowego winiarstwa przeszczepionej na Ziemię Lubuską interesująco pisze Dariusz Chajewski w artykule „Zaleszczyki – Wino o kresowym aromacie” na łamach Gazety Lubuskiej. Zniszczenia dokonane przez wojnę i komunizm w Zaleszczykach można obejrzeć w interaktywnej galerii Zaleszczyki, dawniej i teraz.

Advertisements

4 thoughts on “Dobre bo polskie wino podolskie

    • Dziękuję 🙂 Niestety nie udało mi się obecnie dotrzeć do żadnych informacji o współcześnie działających winnicach. Podejrzewam, że winnice niestety zostały zniszczone – wystarczy zobaczyć, jak wygląda na współczesnych zdjęciach plaża nad Dniestrem.
      Odnośnie zdjęć w NAC jest ich na tyle dużo, że to z pewnością materiał na osobny wątek. Udokumentowane są kolejne święta w latach 1935-1938. Niestety w 1939 plany pokrzyżowała wojna…
      Gdy będę miał trochę czasu to zrobię kwerendę w IKCu – do każdego zestawu zdjęć był zapewne dołączony reportaż. Jeśli nie zapomnę, to będzie temat w sam raz na październik.

  1. Przyłączam się do oceny artykułu z moim poprzednikiem. Warto pisać o tym co było naszą dumą i jakie zmiany wprowadził komunizm. Nie bez przyczyny, walczymy o reaktywowanie winiarstwa na obecnych ziemiach, chociaz przyznac trzeba że klimat ku temu jest bardziej wymagający.
    Z niecierpliwością oczekuję dalszych publikacji z tego tematu i „naszych” ziem wschodnich. Gratulacje!

    • Cieszę się, że polskie winne tradycje budzą coraz szersze zainteresowanie. Niestety skala zniszczeń jest tak wielka, że niekiedy trudno ją sobie nawet uświadomić. Cieszę się, że coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, że na gruncie kultury winnej nie musimy mieć kompleksów i mamy do czego się odwoływać. Z kolejnej strony trzeba wreszcie zniszczyć różne fałszywe stereotypy i białe plamy na gruncie kultury (a kultura wina jest jej częścią). Naród był karmiony takim fałszywym obrazem za czasów komunizmu, ale zafałszowania okazują się niestety niezwykle żywotne.
      Obiecuję wracać we wpisach do Lwowa i do ciepłego Podola, choć w najbliższym czasie opiszę dla odmiany Południowy Tyrol jako cel wakacyjnych peregrynacji rodaków. Oczywiście wszędzie można odnaleźć nawiązania do Kresów – weźmy choćby Meran, który kojarzył się Polakom, z … Zaleszczykami (zwane były Polskim Meranem).

      Zachęcam do czytania, komentowania i dzielenia się wiedzą o polskich tradycjach – tradycje staną się bowiem żywe tylko wtedy, gdy będą dziełem wspólnym.

      PS. Kibicuję z całego serca rozwojowi polskich winnic i win, choć trzeba przyznać, że od XVII wieku wciąż coś nam przeszkadza – jakby fatum jakieś… Doceniam więc wysiłki! W lipcu wybieram się na poszukiwania do Przemyśla, więc może uda się zahaczyć o urocze tereny Pogórza. Może udało by się porozmawiać, bo o Podkarpackich tradycjach (wyjątkowo długich) też przyjdzie czas napisać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s