Beczki Lwa z Lechistanu, przyszłego wybawiciela Wiednia i chrześcijańskiej Europy

Dziś krótkie wspomnienie na okoliczność dość dobrze zaokrąglonej, 330 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej.  12 września 1683 r. wojska obrońców chrześcijaństwa pod wodzą naszego króla Jana III Sobieskiego ocaliły nie tylko Wiedeń i jego winnice ale i dużą część Europy przed agresywnym Imperium osmańskim niosącym islam i unicestwiającym kulturę chrześcijańską wraz z jej winnicami.Sobieski_tablica

Wino, a i owszem pojawiło się nawet podczas samej Bitwy Wiedeńskiej (o czym mówią gdańskie relacje z bitwy). Winnice również odegrały w czasie bitwy swą rolę – stały się schronieniem dla janczarów. Dziś jednak zostawmy bitewny zgiełk nie sprzyjający dobremu winu i spójrzmy na postać Króla Jegomości z nieco innej, mniej pomnikowej strony, z czasów gdy jeszcze nie nosił korony.

Wino pojawia się w listach Sobieskiego do Marysieńki. Zresztą zobaczcie sami jak wielką miłość i staranie miał zarówno o swą ukochaną (o czym wie każde wykształcone dziecko) jak i o ukochane beczki (o czym pamiętają nieliczni). Wymownym świadectwem niech będzie list pisany pod Rawą 27 czerwca 1666 r.

Przedmiotem wielkiej troski Sobieskiego były bowiem beczki wina transportowane drogą wodną z Gdańska. W liście ujawnia się Sobieski jako prawdziwy miłośnik wina, który wciąga ukochaną w swe zabiegi wokół trunku. I jak zobaczymy nie chodziło jedynie o wartość trunku wyrażaną pieniędzmi, choć ta była duża.

„M. Łasko dopiero mi wczora, tj. w sobotę, w sam wieczór oddał dwa listy od Wci mojej jedynej pociechy, o com się niesłychanie frasował, mianowicie strony tych szkut ze Gdańska powracających, o których w tych listach dopiero od szypra odebrałem wiadomość.”

Największą troską było, aby cenny ładunek nie krążył po Polsce. Marysieńka miała jednak dobrze rozwinięty zmysł praktyczny i dobrze wiedziała jak ukontentować oblubieńca, który pisał z wyraźną ulgą:

„[…] alem się doczytał w liście Wci serca mego, żeś Wć wóz po te rzeczy wyprawiła, co się niesłychanie dobrze stało.”

O cóż takie staranie miał przyszły król? O tym mówią następne słowa listu:

„Poślesz mi tedy Wć moje serce beczkę wina reńskiego, a drugą przy sobie zostawisz i inne rzeczy. Drzewka żeby nie ususzyli pomarańczowego, wiem, że Wć moje serce sama tego dojrzysz.”

beczka

Jan Steen, A Merry Party (1660) – fragment

O to, że chodziło o wino reńskie, tego łatwo się było domyśleć, ale drzewko pomarańczowe… O, to już doprawdy żywy symbol zbytku, przepychu i światowości!

Na tym jednak nie koniec winnych spraw przyszłego Lwa z Lechistanu. Jakże by lwie serce mogło się obyć bez wina. Niech przypomniany tu zostanie ten do głębi poruszający i jędrny passus ukazujący żal i cierpienia z powodu zepsutego wina. Czyż polska literatura zna piękniejsze i bardziej wzruszające exemplum niźli poniższe?!

„Skarżę się też Wci, moja panno, że owe wino żółkiewskie tak główne tak mi go zepsowali, że go w gębę wziąć niepodobna: właśnie takie, jako owo było w puzdrze u Wci, kiedym przyjechał do Warszawy w Kwietną Niedzielę, tak go właśnie poszalbierzowali. Prośże tedy Wć M. Radziejowski, żeby obrał dobrego wina beczkę i klarownego w mieście. Co dać za nie, to dać, choć co zastawić tymczasem; które roztoczywszy pięknie, żeby go nie pomącili, przysyłać mi go dniem i nocą. Niech tu prosto jadą do Rawy, a stąd wezmą od nas wiadomość, dokąd się obrócim.”

Czyż trzeba innych dowodów, że Sobieski był z całego serca i z całego ciała wielkim miłośnikiem wina? W późniejszych latach niestety francuska choroba wraz z kuracją z użyciem rtęci, sprawiły, że wino nań działało niezbyt dobrze . Po wiktorii wiedeńskiej, bawiąc pod niedalekim Preszburkiem (dziś Bratysława) musiał wznosić za zdrowie ukochanej toast winogronami…

„za której zdrowie jadamy tu wino w gronach, u którego jagody na pół palca długie”.

Jedząc dorodne winogrona załamywał ręce nad zniszczeniami dokonanymi przez barbarzyńskich najeźdźców:

„O, popsowaliż tu kraj piękny to pogaństwo, żal się Boże!” (List z 19 września 1683 r.)

Kończąc warto zapytać, czy słowa o Janie III Sobieskim jako obrońcy kultury winnej nie są aby nazbyt na wyrost? Okazuje się, że nie! Przekonywali mnie o tym… Chorwaci ze Slawonii (a dokładnie z miejscowości Đakovo), którzy podczas ostatnich targów w Krakowie opowiadając o historii wina w swym regionie nie kryli wdzięczności dla polskiego władcy, który pogonił abstynenckich najeźdzców i w konsekwencji pozwolił się odrodzić się tamtejszemu winiarstwu. Gdy będziecie się kiedyś zachwycać olśniewającym złocistym lodowym traminerem z arcybiskupich piwnic Misna vina wspomnijcie o pogromcy Kary Mustafy spod Wiednia!Sobieski_portret

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s