Tokajskie winnice himalajskie i inne problemy dawnego winiarstwa

Czas winobrania zawsze kierował uwagę miłośników wina ku winnicom, wszak to czas gdy ważyły się losy. Dziś kilka słów o zgryzotach dawnych winiarzy, ku pokrzepieniu współczesnych.

Polskie czasopisma z lubością informowały czytelników o wynikach zbiorów i prognozach odnośnie wina i jego cen. Przy okazji rozwodzono się nad różnorakimi trudnościami, z których część dziś może się wydawać egzotyczna. Sięgniemy dziś do  XIX-wiecznej prasy lwowskiej z lat trzydziestych, która przynosi kilka interesujących wzmianek przedrukowanych z innych źródeł.

Najpierw zacznijmy od tytułowych winnic himalajskich. Każdy może zauważyć wzmiankę o nich w poniższym tekście. Tak to już było w czasach zecerów, którzy miewali niekiedy szampański humor i zwalali wszystko na chochlika. Niekiedy trudno było odczytać rękopisy oddawane do druku. Nie wierzcie więc bezkrytycznie dawnym tekstom!

Gazeta_Lwowska_1834_12-winieta relacja-Gazeta_Lwowska_1834_12_s_6

Oczywiście chodziło o winnice tokajskie. Notka mówi o małych zbiorach, ale doskonałej jakości. Patrząc na inne relacje, wydaje się to nietypowe dla ówczesnego winiarstwa że nieurodzajne roczniki dawały wyjątkowe wina. Słynne roczniki jak na przykład rok „kometowy” były przecież okresem urodzajów.

Przy okazji warto zwrócić uwagę wspomniane problemy. Po pierwsze, zbyt wina tokajskiego (tutaj nazwany cudnie „odbytem wina”) zmniejszył się z powody mody. Jak widać tokaje przegrywały wówczas konkurencję z szampanem – nie powinno nas to jednak dziwić, wszak to czas rozkwitu romantyzmu. Tak, trzeba przyznać, że bąbelki sprzyjają temu typowi umysłowości bardziej niż statecznie intelektualne tokaje (tu przeczytacie więcej o węgierskich pezsgó bor).

Po drugie, problem dziś niedoceniany, czyli drogi. Czyż mogło być gorzej niż we współczesnej Polsce? Och, mogło być! Dość rzec, że zachował się renesansowy utwór Konrada Celtesa niezbyt przychylny królewskiemu Krakowowi:

„Jak Cizalpińskiej kraj Galii w gnijącym topi się błocie,

Tak i krakowski nasz gród w brudzie zanurza się wciąż […]

Zaprzęg poczwórny po oś grzęźnie w lepkości błot” (tłum. K. Jeżewska)

Jak widać Niemcy od dawna nie wyrażali się pochlebnie o stanie polskich dróg, ale jeszcze w XIX wieku niewiele się zmieniło. Na pocieszenie można powiedzieć, że w regionie tokajskim było podobnie. Co gorsza błotniste drogi hamowały wymianę handlową. Z tak błahego wydawałoby się powodu Galicja nie mogła otrzymać wina z tak bliskiego przecież Tokaju, u nas ceny rosły, tam – spadały.

O innych problemach mówi o rok wcześniejsza notka z tego samego czasopisma. Tym razem „klęska urodzaju”. Jak widać tego typu plagi znane były już przed epoką gospodarki planowej. Zobaczcie sami:

Gazeta_Lwowska_1833_124

Trudno dziś sobie wyobrazić, że tyle winogron i wina mogło się zmarnować z kolejnego wydawało by się dość błahego powodu – braku odpowiednich mocy przerobowych zakładów bednarskich.

Narzekając na współczesną technikę, globalizację i inne przypadłości współczesności warto nieraz wspomnieć, że przeszłość nie rysowała się tylko w różowych barwach.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s