Przywracanie tradycji: Slow Food po jasnej stronie mocy

Czas w roku 2014 biegnie zbyt szybko, albo jest go po prostu za mało. Zatem dla przeciwwagi kilka słów refleksji o ruchu Slow Food i jego związkach z tradycjami kulinarnymi (w tym winnymi).

SlowFoodJak  już wspominałem interesują mnie również próby zachowania i odnowienia tradycji, nie sposób nie wspomnieć więc o ruchu Slow Food. Doskonałą okazją aby dowiedzieć się więcej o tym ruchu – kojarzonym głównie z pewną ideologią – stało się spotkanie z Jackiem Szklarkiem prezesem Slow Food Polska. Spotkanie to odbyło się 17 stycznia 2014 r. w Krakó Slow Wines przy ul. Lipowej 6F w  ramach sympatycznie nazwanego cyklu „Podwieczorek na dwa kieliszki”  prowadzonego przez Mariusza Kapczyńskiego z Vinisfera.pl (od niedawna też slowfoodowca). Miejsce i wina otaczające rozmowę stwarzały dobry klimat, aby zastanowić się nad tym, jakimi drogami podążać, aby nie zatracić tego, co wartościowe w naszej kulturze kulinarnej. Co ciekawe dziś został opublikowany na zaprzyjaźnionym portalu „Wino w Krakowie” wpis poświęcony temu spotkaniu.

Rozmowa_na_dwa_kilieszki

Na dwa kieliszki o Slow Food…

Owszem można zastanawiać się nad postulatami ruchu Slow Food, np. prawem do dobrego smaku oraz promowaną filozofią życiową, trzeba jednak przyznać, że ruch Slow Food przemawia na pewno jednym do zwolenników i przeciwników takiej ideologizacji życia – doskonałymi przysmakami. Od razu zastrzegam, że na naszym gruncie Slow Food jest bodajże najważniejszym sprzymierzeńcem tradycji, tak więc warto pochylić się nad powiązaniami tych dwóch sfer, które poruszone zostały w rozmowie. Zatem proponuję garść własnych refleksji inspirowanych dyskusją (oczywiście wybór jest ściśle subiektywny i mocno zacieśniony).

Postkolonializm nasz powszedni…

To, co uderzało w rozmowie, to ustawiczna walka z mentalnością postkolonialną w naszym społeczeństwie. Postkolonialne jest myślenie, które zmusza do destrukcji własnej tożsamości, do myślenia o sobie jako o gorszej kopii Zachodu, ciągle aspirującej i ciągle zacofanej, i ciągle zakompleksionej. Postkolonialne myślenie powoduje, że padamy ofiarami samych siebie, niszczących to, co mamy dobrego w sferze kultury kulinarnej. Postkolonialne myślenie ucieleśnia się w postkolonialnym charakterze rynku wytwórczego. Do tego mamy wspomniany przez J. Szklarka lobbing wielkich takich jak „Polskie Mięso” – przykład realnych zagrożeń tradycyjnych smaków jak choćby z szeroko dyskutowanymi wędzonymi wędlinami. Cóż, nawet Estonia (tyle lat pod sowietami!) nas w tej kwestii zawstydza.

Cóż , nawet nasza specjalność eksportowa – polska wódka ziemniaczana nazywana jest przez rodaków „vodka”. Wstydzimy się nawet języka polskiego? Wstydzimy się pochodzenia? Język polski jest mało „cool”? Jacek Szklarek zaproponował świetny eksperyment myślowy: wyobraźcie sobie czy możliwe jest aby Włosi nazywali oficjalnie swój Parmigiano reggiano nazwą angielską. Niewyobrażalne? Dodam od siebie, że nawet w anglojęzycznej wikipedii znajdziecie go pod nazwą włoską, mimo istnienia zapożyczonego z francusczyzny słowa „Parmesan”. A dlaczego u diaska nasze elity nobilitują się angielskimi makaronizmami, dlaczego delektują się zastępowaniem polskich słów angielskimi odpowiednikami (oczywiście nie chodzi o przyjmowanie nowych wyrazów)? Niedouczenie czy wstyd? Chęć bycia kimś innym, kimś lepszym?

Tak, refleksje nad ruchem Slow Food przywodzić mogą całkiem poważne tematy. Aż chce się zapytać, dlaczego ruch Slow Food, podkreślający wartość lokalności i tradycji nie doczekał się do tej pory dobrego spolszczenia? Czyż nie kryje się tu pewna sprzeczność?

Kto w Polsce nie lubi polskich, lokalnych produktów, czyli odkułaczanie wsi trwa nadal

Z ruchem Slow Food związana jest jeszcze jedna sprzeczność, tym razem zewnętrzna. Z jednej strony, większość osób z pewnością deklaruje, że polskie produkty żywnościowe są bardzo dobre. Z drugiej strony, wiele się czyni, aby producenci  takich tradycyjnych produktów, wytwarzanych na małą skalę mieli pod przysłowiową górkę. Jak już pisałem wiele polskich uregulowań ma kształt taki, jakby tworzona była przez zaborców (tak jest na przykład  z uregulowaniami winiarskimi). Jacek Szklarek zwracał uwagę na to, że regulacje dotyczące sprzedaży bezpośredniej nastawione są na to, aby ta forma działalności nie mogła być źródłem utrzymania. Roczny limit na poziomie bodajże 7 tysięcy zł jest wymowny. Dodajmy do tego urzędy – a jakże o nas dbające! – które traktują każdego jak potencjalnego przestępcę. Nadgorliwość urzędniczo-prawna nie ma sobie chyba równych poza granicami. Ileż to razy słyszymy, dlaczego w Polsce nie można kupić przetworów od gospodarza (od dżemów, po destylaty)? I jakże często zachwycamy się za granicą domowymi produktami kupowanymi bez pośredników. Niestety, w kraju ta przyjemność jest nam zakazana. Dla dobra konsumenta, jeśli ktoś by nie wiedział. Kwestie  gospodarcze pokrywane są taktownym milczeniem. Nawet partie zwane chłopskimi taktownie milczą. Dlaczegóż tylko ze strony Slow Food usłyszeć można głos broniący polskiej wsi?! Toż to kolejny paradoks.

W dyskusji podkreślona została jeszcze jedna ważna rzecz – w naszej kulturze rozpowszechniona jest pogarda dla pracy na roli. Chciałbym zauważyć, że to niezwykle trwała zdobycz komunizmu, który pragnął skolektywizować wieś i przetworzyć ją na wzór komunistyczny.

Sądzę, że warto przypomnieć, iż niszczenie tradycyjnej gospodarki trwa od czasów sowieckiego „wyzwolenia” 1944-1945. Pierwszy celem „wyzwalania” byli polscy ziemianie – najbardziej patriotyczna warstwa polskiego społeczeństwa. Była to grupa silnie przywiązana do ziemi (stąd patriotyzm), kultywująca wspaniały etos – była kolebką inteligencji i była w posiadaniu kapitału. To wszystko zostało „wyzwolone”, czyli rozkradzione i zniszczone przez komunistycznych okupantów Polski. Drugim celem stała się tradycyjna wieś – wówczas to chłopa nazwano pogardliwie z sowiecka „kułakiem” (w wersji łagodnej „rolnikiem”). Komuniści byli mistrzami oczerniania – jeśli ktoś szuka mowy nienawiści to właśnie tam ma najczystszy przykład.  Co prawda Polska miała być republiką „ludową”, budowaną przez „sojusz robotniczo-chłopski”, ale tradycyjna wieś była traktowana jako paradygmat zacofania, z którym należało walczyć. Stąd próby promowania gospodarzy w latach 70-tych były tylko swoistym listkiem figowym. Wieś w kulturze polskiej była zacofana i zabobonna jak z powieści Reymonta, miasto – jak Nowa Huta, miało być ucieleśnieniem postępu, nowoczesności i wszystkiego, co wartościowe i piękne jak szklane domy Żeromskiego. Wieś, istniała więc wstydliwie, tylko po to, by wyżywić miasto. Doskonale pokazuje to komunistyczny plakat propagandowy z lat 50-tych ze zbiorów Archiwum Państwowego w Zamościu.

Jak ideowo walczono z chłopami... Plakat ze zbiorów  Archiwum Państwowego w Zamościu http://www.archiwum.zam.pl/

Jak ideowo walczono z chłopami… Chłop-sobek-szkodnik niestety na trwałe zamieszkał w wyobraźni zbiorowej (Plakat ze zbiorów
Archiwum Państwowego w Zamościu
http://www.archiwum.zam.pl/)

Wielkie słowa uznania dla J. Szklarka, za poruszenie ważnego społecznego tematu. Warto o tym myśleć, mówić i działać na rzecz zmian. Może uda się porzucić tę naszą suknię Dejaniry – myślenie o grożących nam spekulantach (przedsiębiorcach) i kułakach (rolnikach), które niszczy naszą rzeczywistość społeczną.

Twarda ręka państwa rozprawi się z zagrażającymi spekulantami i kułakami.

Twarda ręka państwa rozprawi się z zagrażającymi Polsce spekulantami i kułakami! Plakat z końca lat 40-tych ze zbiorów Archiwum Państwowego w Zamościu http://www.archiwum.zam.pl/

Naturalnie, wina naturalne

Teraz kilka słów o winach. Najpierw Robinia z winnicy Jasiel. To białe wino pochodzące z Podkarpacia rzeczywiście może oczarować złożonym bukietem wyraźnie kształtowanym przez składający się na ten kupaż Muskat. Wino łagodne i arcyprzyjemne przywodzące mi na myśl białe wina Węgierskie lub wina z północno-wschodniej Słowenii. Tak więc bliskie nam środkowoeuropejskie tradycje, naturalnie pasujące do naszych potraw. Co najważniejsze wino tworzone na bazie naturalnych drożdży (jak kto woli: dzikich). Naprawdę udane wino!

Robinia prezentowana przez Mariusza Kapczyńskiego

Robinia prezentowana przez Mariusza Kapczyńskiego. Prestige po polsku…

Drugim winem była niespodzianka: różowa wersja Pinot Noir z regionu Tokajskiego z winiarni Pendits (butelkowane oczywiście  jako Zempleni). Jest to pierwsze wino z ciemnych winogron z tego regionu, które dane mi było spróbować.  Owszem kiedyś uprawiano w tym regionie niewielkie ilości ciemnych winogron o czym pisał np. Antal Sirmay, Zsolt Berger z którym rozmawiałem na ten temat w grudniu zeszłego roku w Krakowie nie był zdziwiony, zaznaczając, że była to marginalna produkcja do spożycia lokalnego. Tym razem zadecydował przypadek – błędnie oznaczone sadzonki. Cóż, takie błędy są kosztowne i ujawniają się późno, więc krzewy pozostały. Powstało z ich owoców interesujące wino, może dość powściągliwe aromatycznie, ale miło zaokrąglone o harmonijnej strukturze. Bardzo mile towarzyszyło rozmowom o tradycjach, wszak to doskonałe wino na aperitif ciepłą porą, a w Krako było naprawdę gorąco od rozważań ważkiej tematyki, jak i od oświetlenia kamerzystów.

rose_Pendits

Tokaj na różowo. Sami widzicie. Zaskoczenie?

Trzecim winem, było wskrzeszające tradycje Świętomarcińskie czerwone z winnicy Srebrna Góra. Tym razem bardziej mnie przekonało, bo i temperatura była odpowiedniejsza. Jak na młode wino, całkiem przyjemne, choć wyraźnie kwasowe i zdecydowanie proszące się o coś do przegryzienia.

O gęsinie przy świętomarcińskim winie ze Srebrnej Góry

O gęsinie przy świętomarcińskim winie ze Srebrnej Góry

Tradycyjnych przekąsek nie brakowało, trudno wręcz było ogarnąć ich różnorodność (tak szybko niektóre potrafiły znikać). Moją uwagę przykuły sery – pokazujące duży, wciąż słabo wykorzystany potencjał polskiego serowarstwa. Ruch stowarzyszeniowy winiarzy (będący podstawą niełatwego odrodzenia polskiego winiarstwa) powinien służyć za wzór dla serowarów, którzy zanurzeni są obecnie w mało pomocnych oparach swarów. To jednak temat na inną opowieść.

sery_zagrodowe

Polskie sery wzbudzały zachwyty.

Polskie winogrona smaczne i zdrowe

Podsumowując wina, mieliśmy więc różne wariacje na tematy środkowoeuropejskie. Polska reprezentacja była interesująca wypadła interesująco i nie musiała korzystać z żadnej taryfy ulgowej. Patrząc na trudności różnych sfer tradycji kultury stołu trzeba przyznać, że winiarstwo w Polsce nad podziw szybko winduje poziom jakości. To jeden z sukcesów naszych rodaków, z których możemy być dumni. Sukces może wciąż niedostrzegany masowo, ale za to jakże smaczny!

A teraz nawiązanie do tradycji. Co prawda Polska od XVII wieku – od okresu małego zlodowacenia – przestała się liczyć na winiarskiej mapie Europy, to już od II poł. XIX wieku było coraz więcej zabiegów, aby przywrócić sztukę i kulturę wina na ziemiach polskich. Apogeum tego ruchu przypadło na okres międzywojenny. Wówczas gloryfikowano rodzimą produkcję pochodzącą z „ciepłego Podola” (o winiarstwie w Zaleszczykach przeczytacie tutaj). Nie chciałbym przedłużać tego i tak dość długiego wpisu. Zatem para wycinków prasowych, ukazujących, jak w 1934 r. promowano na łamach Ilustrowanego Kuriera Codziennego lokalne, polskie winogrodnictwo  i winiarstwo.

Najpierw arkadyjski obrazek zbioru winogron. I nie piszcie, że za II RP wykorzystywano niewolniczo dzieci do prac. Mówiąc współczesnym językiem to klasyczna „ustawka”. Oprócz sielankowej sceny możemy podziwiać szczegóły prowadzenia winnicy:

winobranie-IKC_264_1934_winieta winobranie-IKC_264_1934_s_1Mimo, że winogrona podolskie „dobrze się udawały to niestety ceny ich nie były najniższe. Było to wielką bolączką polskiego winiarstwa, o czym przypomina następujący anons z IKC-a:

winogrona_IKC_265_1934_s_10

I jeśli ktokolwiek ma choć trochę empatii, jak może nie cieszyć się z polskich winogron! Winogronowa sielanka ze smugą cienia wielkiego kryzysu A.D. 1934.

Dlaczego nie wrócić do promowania winogrodnictwa i winiarstwa również dziś? Moda na nasze dobre, lokalne, naturalne wina z pewnością po wielokroć bardzo by nam się przydała. Czy Slow Food będzie sprzymierzeńcem?!

W spotkaniu uczestniczyłem na zaproszenie organizatorów. 

Wycinki prasowe pochodzą ze zbiorów Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s