Tokaj w Galicji oczyma XIX-wiecznych podróżników

Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o danej krainie należy zapytać albo kogoś, kto spędził w niej całe życie, albo tego, kto dopiero się z nią zetknął. Tak mówi stara, sprawdzona zasada. Oba punkty widzenia dają bowiem swoistą niezwykłą ostrość widzenia.

Dziś zatem kilka słów o polskiej kulturze wina z perspektywy dawnych przybyszów – tych którzy notując pierwsze wrażenia szkicowali obraz kultury naszych przodków. Przewodnikiem po tych wspomnieniach będzie zapomniana dziś antologia Cudzoziemcy w Galicyi (1787-1841), którą zebrał i opracował  Stanisław Schnür-Pepłowski

Na pewno ostrość widzenia przybyszów nie jest gwarantem prawdziwości obrazu ani jego obiektywności. Dla nas z pewnością jest to interesujące świadectwo epoki, świadectwo relacji międzykulturowych. To swoiste odbicie polskiej kultury w zwierciadle obcokrajowców jest interesujące, nawet jeśli zwierciadło jest niekiedy krzywe i niedoskonałe. Dostrzegał to i sam autor, naszym mottem mogą być więc jego słowa:

wspomnienia […] niewolne od tendencyjnych poglądów i stronniczych wycieczek, zawierają mimo to zbyt wiele szczegółów interesujących, by nie zasługiwały na przypomnienie naszemu społeczeństwu (s. 206)

* * *

Polska kultura wina i tokaje, to nierozłączna para. Zacząć więc wypada od obrazu win tokajskich we wspomnieniach. Oto jak rzecz ujmował w swych listach o Galicji jeden z austriackich podróżników Schultes (listy publikowane były w Rocznikach Malte-Brun’a):

Słyszałeś pan zapewne o przysłowiu: Vinum in Hungaria natum, in Polonia educatum? Chcesz wiedzieć, o ile jest prawdziwe? Mogę o tem mówić jedynie ze słyszenia. Głos ogólny powiada, że nigdzie niema win tak wytrawnych, jak w Krakowie.

Wspomnienia zwracają uwagę na znany fakt, że stolicą win tokajskich w okresie staropolskim był Kraków, obraz daleki jest jednak od sielanki:

Są one [tokaje] wszakże tak drogie, iż nie mogłem sobie pozwolić na podobny wydatek. Są tu wina, których butelkę płaci się od sześciu do dziesięciu dukatów w złocie. Czy uważasz mnie za takiego smakosza, bym tak znacznym kosztem opłacał chwilową przyjemność?

Jak widać w dawnych czasach umiłowanie smaków nie było powszechne u naszych pragmatycznych niemieckojęzycznych sąsiadów, a dawni Polacy na tym tle wypadali zaskakująco korzystnie. Jak widać Austriacy cenili dobre wina wiele mniej niż nasi przodkowie.

Dalsza część opowieści jest jeszcze ciekawsza!

Nie, nigdy nie trącę się ze szaleńcem tego rodzaju, lecz mamy tu ojca zakonnego, który się nie może odchwalić win tokajskich, przechowywanych w Krakowie. Trzeba mu wierzyć, boć to wielki inkwizytor całego państwa Bachusowego. Nie robi się też żadnego zakupu bez jego skrupulatnej porady.

Czyż tak mógł wyglądać "wielki inkwizytor całego państwa Bachusowego"? Mal. Eduard von Grützner (1846-1925)

Czyż tak mógł wyglądać „wielki inkwizytor całego państwa Bachusowego”? Mal. Eduard von Grützner (1846-1925)

Jak widać byli w Polsce wielcy znawcy win, o czym raczej już nie pamiętamy. No a samo określenie „wielki inkwizytor całego państwa Bachusowego” zasługuje na jakąś nagrodę, albo przynajmniej na poczesne miejsce w polskim słowniku winnym.

Pisząc o Polsce trudno nie wspomnieć o znanej od dawna konkurencji między Warszawą a Krakowem. Oto jak rzecz widział nasz obcokrajowiec.

Czy Polacy z Warszawy są równie niewstrzemięźliwi, jak Krakowiacy, ich ziomkowie? Sądzę, że tak nie jest. Warszawiacy są ożywieni lepszym duchem publicznym w ogólności. Zajmują się oświatą, kształceniem swego języka, naukami. Są tam przynajmniej literaci, poważani i uznani nawet przez Niemców, a takich mało mamy w Krakowie.

Co ciekawsze wino odgrywało większą rolę w Krakowie, ale to Warszawa uznana była za stolicę nauki i kultury. Co może zaskakujące Kraków wówczas wypadał na jej tle blado. To była jednakże Warszawa sprzed plag rusyfikacji, nazistowskiego wyniszczenia i sprzed komunizmu.

Widok Bramy Sławkowskiej w Krakowie. 1799. Rysunek piórem i pędzlem tuszem. Gabinet Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego

Widok Bramy Sławkowskiej w Krakowie. 1799. Rysunek piórem i pędzlem tuszem. Gabinet Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego

Z pewnością Schultes nie miał dobrego zdania o Krakowie, miasto to miało wówczas bowiem średniowieczny kształt i z pewnością pod wieloma aspektami sprawiać mogło wrażenie zacofanego:

  Jeżeli wino zawraca głowę, to równocześnie związuje nogi i zgina kolana, jak to słusznie zauważył Rabelais. Z tego też zapewne powodu nie posiada Kraków żadnych publicznych przechadzek [parków], mimo pięknych okolic i wspaniałych widoków, którymi nikt się nie zachwyca (s. 140-141).

* * *

Kolejna opowieść pochodzi od werbunkowego oficera, Włocha z pochodzenia, zatem mamy polską kulturę w oczach przedstawiciela Italii. Obraz Galicji początku XIX wieku nie jest jednak rysowany w jasnych barwach:

Szlachta wiejska, osiadła na malej własności, albo też dzierżawiąca znaczniejsze dobra skarbowe, udaje się rokrocznie do Węgier, gdzie zakupuje mieszane lub zepsute wina, które następnie narzuca swym arendarzom do sprzedaży po karczmach, zyskując w ten sposób od 200-300 dukatów w ciągu roku. Przyczynę nędznego stanu chat chłopskich upatruje anonim w despotyzmie dziedziców, którzy dawniej każdego gospodarza wypędzali z lepiej pobudowanego domostwa, by je wydzierżawić żydowi tudzież w poduszczeniach źle myślących szlachciców i księży, straszących chłopa, iż cesarz niebawem będzie zmuszony do oddania Galicyi (s. 23).

Mamy więc bardzo pasujący do stereotypu obraz Galicji jako miejsca biedy, zacofania i wyzysku. W okresie, kiedy powstawały te wspomnienia, było w nich jednak wiele prawdy. Tu również pojawia się wino tokajskie, ale w niezbyt dla naszej pamięci miłym kontekście spekulacji i wyzysku. Oto jak rzecz streścił Schnür-Pepłowski:

Również bezładne, aż nazbyt lakoniczne są spostrzeżenia anonima o ciemnocie umysłowej rabinów, o kuchennej łacinie, będącej w użyciu wśród szlachty, o poście na oleju obserwowanym, wreszcie o wyzysku, jakiego się dopuszczają żydzi, handlujący winem węgierskiem, sprzedając odbiorcom po dwadzieścia krajcarów kwartę wina, kosztującą ich na miejscu dziewięć krajcarów (s. 25).

I jeszcze kilka smutnych konstatacji Włocha o polskim pijaństwie i niskim rozwoju kulturowym:

Gdy przybędziesz wieczorem do galicyjskiego miasteczka, nie mówiąc już o wsiach lub o osadach, to z pewnością nie dostaniesz wiązki słomy na posianie. Możesz przebyć daleką przestrzeń, nie spotkawszy się z czystą wodą do picia. Piwo, szynkowane po miasteczkach, sprawia wrażenie mętnego octu, szklanka zaś wina kosztuje jednego złotego i wyżej. Nie masz tu nic prócz wódki, (eau de vie [fr. woda życia]), którąby raczej nazwać należało wodą śmierci dla Galicyi, gdzie wywiera ona daleko znaczniejsze od powodzi spustoszenie. W górach znajdziesz prawie czystą wodę, ale brak za to chleba. (s. 90)

Jak widać wspomnienia były cierpkie, ale warto się z nimi zmierzyć, aby obraz naszej kultury nie był przekłamany.

Artur Grottger, Żydzi przed karczmą (C) wawel.net

Artur Grottger, Żydzi przed karczmą (C) wawel.net

* * *

Nadszedł czas na wspomnienia jeszcze jednego Niemca, tym razem cofniemy się znów do czasu upadku I Rzeczypospolitej. Karol Boromeusz Feyerabend relacjonuje obraz ziem polskich w Kosmopolitische Wanderungen durch Preussen, Liefland, Kurland, Litthauen, Wollhynien, Podolien, Galizien und Schlesien in den Jahren 1795 bis 1797, która to książka wydana została w latach 1798 —1803 bez bliższego określenia miejsca druku.

Tarnów
Tym razem mamy interesujący obraz Tarnowa (po raz pierwszy na blogu!), który przykuł uwagę Feyerabenda z powodu bardzo rozwiniętej (jak na te ziemie) kultury wina:

Rzemieślnicy tarnowscy odznaczali się zamożnością, podobnie jak nieliczni kupcy tamtejsi, prowadzący jedynie handel krajowy. […] Mieszkańców chwali nasz autor z powodu ich uczynności i gościnności, przyczem zauważa, że wina austryackie i węgierskie wyparły w Tarnowie z użycia piwo. (s. 77)

Warto przywołać jeszcze jedne, rękopiśmienne wspomnienia z podróży, tym razem powstałe już w dobie romantyzmu: Kratochwil, Wspomnienia z Galicyi, Oesterreichisches Archiv., Wien 1832-1833. Pojawia się tu oczywiście po raz kolejny wino tokajskie (zapewne o tym winie wspominał pisząc o Tarnowie). Tym razem wspomnienie najwyższej specjalności:

„Pod Czechowem wskazano ciekawemu podróżnikowi rozpadającą się w gruzy dawną wieżę grodową, oraz sterczące opodal nad Dunajcem ruiny Melsztyńskiego zamku, w którego „lochach jeszcze około roku 1770 miano znaleść beczkę tokajskiego wina, zgęszczonego gdyby esencya.” (s. 157)

Z tego samego okresu mamy wspomnienie jeszcze jednego Austriaka: Stöger, Bemerkungen über die Getränke in Galizien, Oesterreichisches Archiv., Wien 1831, nr 130. Tym razem mamy rodzaj naukowej analizy spożycia trunków:

Zresztą konsumcya piwa była w Galicyi wcale nieznaczną i tylko w cyrkułach: lwowskim, przemyskim, stanisławowskim, oraz w czerniowieckim i złoczowskim przybrała większe rozmiary. Natomiast wódka była nader rozpowszechniona w całym kraju, zwłaszcza wśród ludności wiejskiej, podczas gdy wina używały jedynie zamożniejsze klasy mieszkańców. Dowóz wina z Węgier przedstawiał w r. 1822 pokaźną cyfrę 44.116 wiader, która w roku następnym podniosła się do wysokości 98.000 wiader!

Ze wspomnień tych wyłaniał się niewesoły obraz gwałtownego wzrostu alkoholizmu w okresie zaboru austriackiego. Warto aby wszyscy miłośnicy c-k monarchii mieli i ten aspekt na uwadze. Wróćmy jednak do konsumpcji win – tu kilka ciekawostek. Choćby różnorodność spożywanych win – mamy tu nawet wina siedmiogrodzkie i mołdawskie (dziś w większości tereny te należą do Rumunii, więc dziś oficjalnie powstają na tych terenach głównie wina rumuńskie). Dlaczego wzmianka jest ważna – ano dlatego, że nawet w poważnych magazynach winiarskich znajdziecie uwagę, że winiarstwo na ternach podbitych przez Ottomanów upadło. Winiarstwo nie upadło zupełnie, ale ucierpiała jedynie jakość wina.

Wina austryackie cieszyły się mniejszą pokupnością, podobnie jak wina siedmiogrodzkie lub mołdawskie. Jeżeli z cyfry podatku spożywczego wnosić można o użyciu odnośnego trunku, to w całym kraju przeciętny podatek wynosił na głowę 10 i 18 kr. m. k. od wódki, 58 kr. od wina i 1 i 38 kr. od piwa. Cyfry te wskazują najlepiej, jak dalece rozwielmożniła się w Galicyi wódka (s. 178).

Czasy austriackie był to zatem czas upadku kultury wina w Galicji i czas tworzenia się powszechnego wódczanego pijaństwa. Mało kto pamięta już, że to dziedzictwo zaborów, podobnie jak szkodliwe prawodawstwo anty-winne.

* * *

Kraków-rynek-glNa zakończenie jeszcze jedno wspomnienie, którego autorem jest Jan Jerzy Kohl, syn kupca winnego z Bremy. W książce Reisen im Inneren von Russland und Polen, wydanej w Dreźnie u Arnolda, w roku 1841 w tomie trzecim znajdziemy takie obserwacje:

I dziś jeszcze — słowa Kohla — Wisłą spławiają z Krakowa węgierskie wina, wyroby przemysłu, sól wielicką, oraz galicyjski miód z woskiem. Niemniej znaczny handel między Tryestem a Warszawą odbywa się za pośrednictwem Krakowa w zakresie towarów korzennych i produktów lewantyńskich.

Jak widać mimo zaborów, jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku Kraków odgrywał znaczącą rolę węzła handlowego, leżącego na przecięciu odwiecznych szlaków wschód-zachód i północ-południe. Co ciekawe niewiele później, w wyniku rozpowszechnienia się kolei oraz zmian na mapie Europy Kraków ostatecznie utraci swój wielowiekowy charakter centrum handlowego. Z tego względu wspomniane świadectwo jest bardzo interesujące, bo dokumentuje ostatnie chwile Krakowa jako centrum handlowo-spedycyjnego. Dla wyjaśnienia towary lewantyńskie, pochodziły z terenów współczesnego Bliskiego Wschodu, a sama nazwa pochodzi z języka włoskich kupców, którzy zmonopolizowali te kontakty handlowe.

Tekst książki znajdziecie w sieci w kilku wersjach, np. w formacie DJVU na stronach Małoposkiej Biblioteki Cyfrowej oraz w wersji tekstowej na stronach Polskiej Biblioteki Internetowej. Wielkie podziękowania dla Dennisa za zwrócenie uwagi na tę zapomnianą książkę.

Reklamy

2 thoughts on “Tokaj w Galicji oczyma XIX-wiecznych podróżników

  1. Węgierski ekonomista Gergely Berzeviczy, który nawet miał spłynąć ok. 1807 roku tratwą z winem węgierskim z Popradu lub Lubowli do Warszawy, specjalnie aby zbadać stan i potencjał tej drogi handlowej, pisał na początku XIX wieku: „Smutny był to objaw dla całych Węgier, że z rozbiorem Polski, wina austriackie bez cła zalewały całą niemal Polskę, a w tym czasie węgierskie wina leżały na pobliskim Spiszu nagromadzane w ogromnych ilościach.” Rozbiory były więc ciężkim ciosem również dla węgrzyna.

    • Bardzo dziękuję za niezwykle interesujące uzupełnienie. Dziś nasza wiedza o skutkach zaborów jest rzeczywiście bardzo wybiórcza i często bardzo mało wiemy o ekonomicznych skutkach rozbiorów. Podejrzewam, że europejska kariera tokajów w XIX wieku była zapewne silnie związana z próbami pozyskania nowych rynków zbytu dla nadprodukcji tych win. Na szczęście kulturowe przywiązanie do tokaju było bardzo silne i na dłuższą metę przetrwało tę ciężką próbę zalewu tanich win austriackich (podejrzewam, że chodziło głównie o wina morawskie, mające długą tradycję importu co zostało wykorzystane w nowej sytuacji).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s