„Polskie tradycje”, czyli wino z Lidla jako fenomen kulturowy

Z zasady nie recenzuję na tym blogu win z marketów. Sądzę, że inni robią to lepiej, szybciej i bardziej sumiennie. Trudno nie dostrzec jednak intrygującego fermentu, jakie wywołało pojawienie się serii polskich win w Lidlu. Będzie zatem nie o winie jako winie, ale o winie jako o fenomenie kulturowym (wybaczcie filozoficzne skróty – są wygodne).

Rok przełomów

Ten rok z pewnością jest rokiem przełomów: pierwsza polska konferencja naukowa poświęcona kulturze wina, pierwsza książka o kulturowej historii alkoholu w Polsce, pierwszy rodzimy podręcznik kultury wina (o nim jeszcze kiedyś chciałbym napisać). Jesień przyniosła zaś kolejny krok – zresztą nieco zaskakujący: pierwsza inwazja polskich win do sieci marketów.

Niby to fakt, który powinien interesować głównie marketingowców i innych speców od sprzedaży… Trudno jednak być obojętnym wobec tego, że po raz pierwszy jak Polska długa i szeroka na półkach pojawiło się dobre polskie wino. Pojawił się produkt nowoczesny, którego nie ma się co wstydzić. Dziwnie miłe jest uczucie, że na etykietach wszystkie napisy są w naszym języku (pomijam oczywiście nazwy szczepów).

trojka-polska

Trójka Pol(s)ka. Uroczo. Nieco przesadnie uroczo?

To nie pierwsze polskie wino, nie pierwsze wino ze Srebrnej Góry, nie pierwsze wino na marketowych półkach (widziałem już polskie wina w Faktorii Win, Piotr i Paweł oraz w Auchan). A jednak „winny Internet rozpalił się do czerwoności” —  począwszy od pozytywnych ocen Winicjatywy „marketingowy majstersztyk„,  „trio […] wypada naprawdę całkiem nieźle„, przez liczne relacje: Nasze Wina, 2 Smaki, PoWINOwaci, Domowy doradca wina, czy Winiacz.

Dlaczego?!

Normalność.[kropka]

Normalniejemy na potęgę niezależnie od tego co mówią ideolodzy. Czyżby tego wszyscy oczekiwali?

Po raz pierwszy mamy polskie wino robione specjalnie do marketu. Po raz pierwszy mamy wino, którym producent nie chwali się na swej stronie, bo jest to wino dla marketów. Mamy też po prostu marketowe „wino do trzech dych”. Mamy coś, co jest bardziej produktem badań rynku, sondaży i projektu marketingowego niż wino jako wynik tradycji bądź ekspresji siedliska bądź indywidualnego pomysłu winiarza. Tak przynajmniej odbieram słowa Mikołaja Tyca.

Produkt badań rynku, sondaży i projektu marketingowego...

Produkt badań rynku, sondaży i projektu marketingowego… skąd więc tyle emocji?!

Słowem – norma współczesnego przemysłu winiarskiego. Niektórzy z tego zrobili cnotę – widziałem doskonały przykład takiego podejścia w Chantevent w Langwedocji. Dla nas to jednak był milowy krok (kroczek – biorąc pod uwagę skalę dostawy). Zapewne za kilka lat dziwić się będziemy dzisiejszemu entuzjazmowi, tak jak dziś już dziwimy się, że pięć lat temu Polacy powszechnie nie wiedzieli, że w Polsce uprawia się szparagi.

Przyznam, że dekadę temu nie przypuszczałem, że polskie wino tak szybko podniesie swą jakość i tak szybko pokona rozliczne bariery. Jeśli szukać naszej „nienormalności”, to chyba w tym, że uczymy się szybciej niż inni i skutecznie sobie radzimy z barierami, które sami sobie stawiamy.

Kolejnym krokiem do normalności jest też to, że szersze kręgi społeczeństwa mogą wreszcie poznać polskie wino. Bez szerokiej sieci dystrybucyjnej nie da się tego zrobić w miarę szybko. Tomasz Kolecki-Majewicz w rozmowie o polskim winie (Droga przez mąkę – posłuchaj) szczerze przyznał, że nie znamy polskiego wina, bo jest niedostępne lokalnie. Co prawda miał na myśli tylko Warszawę, ale uwaga jest ważna również w ogólnym znaczeniu. Do tej pory polskie wina mogła poznać stosunkowo nieliczna grupa osób zaangażowanych. Dla innych polskie wino po prostu nie istniało, albo kojarzyło się z tanim winem siarkowo-owocowym.

Sprawa jest poważna – przecież nawet ludzie kultury, historycy sztuki, ludzie zajmujący się ochroną dziedzictwa nie wiedzą prawie nic o polskim winie i polskich tradycjach winiarskich. Bariera mentalna jest głęboka i nią tłumaczę sobie to, że ludzie zajmujący się profesjonalnie historią i ochroną dziedzictwa nie zrozumieli idei przywrócenia winnicy na południowym stoku Wawelu (na szczęście zrekonstruowano małą winniczkę na wzór renesansowy). Dziś polskie miasta zakładają swe winnice, a tu… tradycyjny chocholi taniec.

Niemiecki Lidl przyczynił się w ogromny sposób do promocji polskiego wina. Czyż to nie miły psikus dla miłośników prostych i jasnych schematów myślowych?!

Tradycja jako produkt

Pisałem już trzy lata temu o ważnej roli winnicy Srebrna Góra w reaktywowaniu polskich tradycji winnych, dziś zatem kilka słów o tradycji w ujęciu Lidla. Większość piszących przeszła bowiem zupełnie obojętnie wobec tego, jaki użytek zrobiono z tradycji. Według mnie – ocena powinna być ambiwalentna.

Najpierw kilka cierpkich uwag. O ile marketingowcy sprytnie napisali tekst o tradycjach potrącając o najważniejsze nuty, to kilka rzeczy wypadło tak stereotypowo jak jakieś pseudoszlacheckie jadło z krakowskiej knajpy dla niewybrednych turystów:

„Polskie wino. Podawane w szlachetnym kielichu albo dodawane do wielu staropolskich potraw”.

Pop-hisotrycyzm pewnie się sprzedaje. Dla mnie smakuje jak ocet. Gdyby pominąć wspomniane dwa równoważniki zdań, efekt byłby o wiele lepszy…

Jakiż jednak jest związek takiego dictum acerbum z winem nowoczesnym, które otrzymujemy w idealnej ponoć marketingowo cenie? Gdzież tradycja, a gdzie zapewne niezłe polskie „wino do trzech dych”?

Nie udało mi się znaleźć logicznego przejścia (jeśli zaś jest to tak naiwne, że lepiej przyjąć, że go nie ma). Przedmiotowe wykorzystanie tradycji robi z niej potworka. Nie dziwię się więc temu, jak wiele osób wzdryga się na samo słowo „tradycja” lub w warunkowym odruchu Pawłowa powtarza frazes o „ekstradycji”.

Estetyka tradycji, czyli winna wizytówka Krakowa

Krakowskie Bielany i Srebrna Góra stają się jednym z symboli polskiej kultury wina i odradzających się tradycji. Autorom zdjęć do gazetki Lidla należy się uznanie. Winnica na Srebrnej Górze jest piękna, harmonijnie łączy się z krajobrazem kulturowym – fotograf zręcznie to ukazał. Aleja Wędrowników przecinająca winnicę to z pewnością jedno z najbardziej urokliwych miejsc w Krakowie. Zestawiając widok Srebrnej Góry z widokiem Tichany nad Balatonem widać, że od strony estetycznej nie mamy się czego wstydzić.

Piękne tło dla tradycji winiarskich (C) Lidl

Piękne tło dla tradycji winiarskich. Tu nie ma się czego wstydzić. Fot. (C) Lidl

Kultura wina odciska swe znamię na krajobrazie, ale jest to znamię estetyczne – pokazuje harmonię przyrody i ludzkich wysiłków. Kraków jakby wciąż nie doceniał estetycznego skarbu, który został mu ofiarowany. Dwieście lat temu jakby lepiej rozumiano pod Wawelem tę kwestię…

To miłe, że zdążając do Krakowa od zachodu witają nas Bielany i przepiękny widok na winnicę. Zagraniczne wycieczki zaczęły tu już docierać w poszukiwaniu intrygującej i niezwykłej historii (choć wiem, że trudno Amerykanom zrozumieć polskie wino, które sami jeszcze słabo rozumiemy).

Co dalej…?

Kolejnym wyzwaniem (ang. challenge), kolejnym podbiciem stawki, będzie polskie wino świętomarcińskie w szerokiej dystrybucji przed 11 listopada. To już o wiele trudniejsza sztuka, choćby ze względu na specyfikę tego wina. Z pewnością wywoła jednak niezłe wrażenie… Mamy już przecież interesujące młode wina. Kto zatem przekroczy kolejny próg kulturowy?!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s