Filozofia i wino: Oświeceniowe tradycje prohibicji narodowej (S. Staszic)

Znów wracam do mojego ulubionego tematu relacji filozofii i kultury wina w Polsce. Tym razem pobudką są kolejne projekty reform związanych z rynkiem wina w naszym kraju.

Stanisław Staszic (1755-1826) to jeden z najważniejszych polskich myślicieli oświeceniowych, „działacz polityczno-społeczny, oświatowy i gospodarczy”. W rozprawie Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego kanclerza i hetmana w.k. do dzisiejszego stanu Rzeczypospolitej Polskiej przystosowane (Warszawa 1787) zawarł interesujący z naszego punktu widzenia projekt reformy. Jest to zarazem jeden z pierwszych projektów ustaw w nowoczesnym rozumieniu systemu prawnego.

Analiza sytuacji społeczno-ekonomicznej

Jak przystało na oświeceniowego racjonalistę Staszic rozpoczyna od naukowej analizy problemów ekonomiki wina:

Józef II, cesarz […] z Polski oprócz trochy zboża żadnej rzeczy do swoich państw nie wpuszcza; a Polska corocznie płaci mu kilkanaście milionów za sól, wino, miedź, szkła etc, etc. Przez te urządzenia ten rozumny i czynny cesarz zmniejszył bar[d]zo w swoich krajach próżniaków. Zapewne powiększą się w jego kraju urodzaje, ludność i pieniądze.

To nie ciemnogród… to oświecony Staszic uważał, że Niemcy wykorzystują nas ekonomicznie, a wino to jedno z narzędzi ekonomicznej kolonizacji Polski. Czyż nie brzmi to znajomo?!

[…] że Polska od spławu na swojej własnej rzece królowi pruskiemu, jeżeli się nie mylę, pięć milionów; cesarzowi za sól dwanaście milionów zapłacić koniecznie musi. A co mię najbardziej boli, że prócz tych konieczności, jeszcze dobrowolnie krajom cesarskim za wino co rok posyła blisko pięć milionów.*

Trudno mieć wątpliwości odnośnie emocjonalnego stosunku Staszica. Warto też spojrzeć na jego szacunki ekonomiczne, jedne z pierwszych celowo używanych w celach reformatorskich. To doskonały przykład metodologii oświeceniowej. Spójrzmy też do równie interesującego przypisu autora:

* W roku 1785. Chociaż i sejmiki spokojne, i trybunały trzeźwe były, okazuje się z regestrów celnych, że w przeciągu 18 miesięcy 36 tysięcy beczek samego tylko wina węgierskiego wprowadzono do Polski. Beczką po 10 czerw[onych] zł rachując, wyszło z kraju pieniędzy blisko 7 milionów. Ledwie nie drugą połowę wprowadzono kontrabando. Nadto furmani sami tylko Węgrzyni bywają. Strach pomyśleć, jak wiele przepijamy w innych winach: francuskich, ryńskich, włoskich, hiszpańskich etc, etc, etc.

Ostatnie zdanie ujawnia, że Staszic coś jednak wiedział o rynku wina w Polsce, choć uznał go za trudny do oszacowania.

Nadszedł wreszcie czas na konkluzje natury politycznej:

Te kraje wyciągając corocznie tak wielkie od nas pieniądze biegnącą u siebie sumę powiększają [tj. aktywa]; a przeto ich urodzaje płatniejsze stają się. Przeciwnie, zakazując, aby do Polski żadne pieniądze od nich nie wchodziły, ubożą i niszczą Polaków. Już podobno wkrótce nie będziemy w stanie opłacania im haraczu tego.

W następnej części autor wzbija się na wyżyny patosu:

Gdyby każdy Polak równie ze mną dobrze życzył krajowi, powiedzielibyśmy wszyscy: milsze jest to piwo, które mieć z własnej ziemi możemy, niżeli to wino, w którym z rąk nieprzyjaznego cudzoziemca połykamy niewolę. Niechaj nie interesowani koło wina Polacy raz przynajmniej jednomyślnie zgodzą się i rzekną: odtąd wina i innych trunków do Polski wprowadzać wolno nie będzie.

Niektórych może drażnić lub śmieszyć ta egzaltacja. Dokonana historia pozwala jednak nieco inaczej spojrzeć na te słowa. Cóż, Staszic widział i boleśnie przeżywał upadającą Rzeczpospolitą i starał się zapobiec ze wszystkich sił katastrofie. Większość decyzyjnych osób w państwie miała jednak inne cele…

Próbując oceniać pomysły prohibicji narodowej miejmy na uwadze specyficznie polskie doświadczenie upadku państwa i zaborów… na które długo pracowała większość zadowolonych z siebie rodaków. Bez zrozumienia tego nie zmienimy niczego we własnym myśleniu i będziemy wciąż tylko biadolić w kółko, łzawo wzdychając i tęskniąc za prawdziwą, najprawdziwszą Europą.

Projekty ustaw sejmowych

Staszic przejął poglądy fizjokratyzmu, mówiące o pracy na roli jako głównym źródle bogactwa. Jednak jak zauważył S. Janeczek: „Równocześnie, tak jak inni polscy fizjokraci – wbrew determinizmowi wolnego rynku głoszonemu przez fizjokratyzm – podkreślał protekcjonistyczną rolę państwa w kształtowaniu życia gospodarczego”.
Jak więc widać pomysły protekcjonistyczne są o wiele starsze niż Sanacja.
Tyle teorii, przejdźmy teraz do praktyki politycznej. Spójrzmy więc wreszcie na to, jak wyglądać miały konkretne projekty dla ustawodawcy:

Drugie prawo włoży po sześćdziesiąt od sta na wino. Oszukanie prawa z tak widocznym towarem zmniejszy się, gdyż, podobnie jak wyżej, miasta i miasteczka o kwit zapytywać się będą mogły.

Niechaj prawo trzecie przykaże, iż po pięciu leciech od zakazu wprowadzenia cudzych towarów nie będzie wolno żadnemu mieszkańcowi krajowemu zagranicznych towarów używać ani publicznie, ani na sprzęty domowe.

Nie jestem prawnikiem, nie jestem historykiem prawa, ale wydaje mi się, że dzisiejsi ustawodawcy daleko mniejszą mają wyobraźnię niźli Staszic. A 60% podatku na wino… cóż tu chyba komentarz jest zbyteczny. Czyż kwity na wino nie były złowróżbną zapowiedzią myślenia w kategoriach znaków akcyzowych? Jestem ciekaw, ilu zwolenników przylepiania nieszczęsnych pasków papieru może sobie wyobrazić, że ich brak nie sprawi katastrofy narodowej…

Projekt podatku

To jednak nie koniec pomysłowości ojca polskiego republikanizmu:

Wino nas z rozumu i z pieniędzy najwięcej pozbawia. Niechaj przynajmniej ten jeden podatek sprzecznym nie będzie, który przy kieliszku zapłaciemy.

Przyznaję, słyszałem wielu przeciwników fiskalizmu, ale żeby uznawać podatek od wina jako jedyny godny… zaiste trzeba być jednak istotą na wskroś skrajnie racjonalistyczną.

Trzeba, aby Rzeczpospolita po sześćdziesiąt od sta na wino włożyła.

To już wiemy, 60% to godna stawka zaporowa dla towarów szkodliwych politycznie i społecznie.

Zdawałoby mi się, że ten artykuł powiększyłby znacznie podatek i umniejszyłby niewymiarkowany wychód pieniędzy z kraju, gdyby komisja skarbowa sama na siebie wzięła sprowadzanie wina do kraju. W monopolium osobiste puszczać nie radziłbym. Doznajemy dosyć nieszczęsnych skutków monopolii tabaki.

Tak, tak! Oto mamy pierwszy projekt pierwszego państwowego monopolu alkoholowego. Dodajmy do tego 60% podatek od wina i zakaz publicznego używania wina po okresie 5 lat. Czyż z tą świadomością nie będzie jeszcze trudniej przekonać się, że Europa ma swe początki w czasach oświecenia? (uwaga: nie dotyczy niektórych przedstawicieli rodzaju homo sovieticus).

Czyż ta mina, ten wzrok nie wyrażają głębokich śladów refleksji nad szkodliwością win zagranicznych…

Pamiętamy z wdzięcznością, że Staszic jest prekursorem polskiej geologii (jego imię nosiła moja Alma mater), że był orędownikiem republikanizmu. I jeśli dziś zżymamy się na współczesnych reformatorów, wspomnijmy, że są kontynuatorami naszej rodzimej tradycji myśli prawnej (jednak inna rzecz to czy tradycja ta nie wymaga zmiany).

Z pewnością dla wielu zaskoczeniem jest to, że prohibicja narodowa, kojarzona potocznie z mitycznym ciemnogrodem, jest po prawdzie owocem skrajnie racjonalistycznego projektu oświeceniowego. Filozofia polska jest pasjonująca, jak żadna inna. Gorąco polecam tym, którzy nie boją się myśleć!

Postscriptum

Uchwałą Senatu RP z dnia 17 marca 2005 r. ogłoszono Rok Staszica. Zapisano tam słowa, które nabierają wyjątkowego znaczenia w kontekście powyższych rozważań:Niech pamięć o Jego osiągnięciach trwa i będzie wzorem dla przyszłych pokoleń„.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s