Mały-wielki krok naszej kultury wina (sesja Fukierowska)

Czy nasza kultura wina wciąż jest w powijakach? Czy wciąż musimy tylko tęsknie patrzeć na inne nacje, żywić się niemym podziwem parweniusza lub dziką radością barbarzyńcy lub pustym nadęciem nowobogackiego kosmopolity? Czy wciąż tylko wzdychać mamy za nieuchwytnym odblaskiem złotego wieku dawno już przebrzmiałego i jego imię sycić się resentymentem?

Patrząc z perspektywy na to, co dane jest nam przeżywać, można mieć różne odczucia. Jeśli chodzi o mnie – mam wrażenie, że ostatnie miesiące przynoszą wiele oznak tego, że kultura wina w Polsce szybko odzyskuje należne jej z tradycji miejsce. Co więcej – pojawiają się też rzeczy, których nigdy jeszcze nasza kultura wina nie wytworzyła!

kamienica_Fukierów

Symbol dawnej polskiej kultury wina – kamienica Fukierów przed wojną (c) fotopolska

Dziś kilka słów [uwaga: stosunkowo długi tekst!] o pierwszej polskiej konferencji poświęconej kulturze wina. Owszem, to nie pierwsza konferencja związana z winem, nie pierwsza również która w tytule miała kulturę wina (warto wspomnieć choćby jesienną konferencję stowarzyszenia „Kobiety i Wino”). Po raz pierwszy udało się w Polsce jednak zebrać grupę ludzi, która chciała skupić się wyłącznie na tematyce kultury wina i poświęcić się dyskusjom wokół tego tematu. W skali światowej to z pewnością niewielkie wydarzenie, w naszej skali – przełomowe. Dopiero w 2015 roku po raz pierwszy udało się w Polsce zebrać w jednym miejscu większą grupę pasjonatów kultury wina (i miłośników wina zarazem) – warto dwa razy zastanowić się nad tym zdaniem, bo pokazuje ono w perspektywicznym skrócie kondycję polskiej kultury.

Pretekstem ku temu spotkaniu była „500. rocznica przyjęcia praw miejskich Warszawy przez Jerzego Fukiera” – to rocznica wydarzenia, które „zapoczątkowało trwającą ponad czterysta lat obecność rodu Fukierów w historii Warszawy”. Jaką rolę dla polskiej kultury wina odegrali Fukierowie – mam nadzieję, że nikomu nie trzeba już dziś tłumaczyć.

Sympozjum fukierowskie... oczywiście w kamienicy Fukierowskiej!

Sympozjum fukierowskie… oczywiście w kamienicy Fukierowskiej!

To interdyscyplinarne spotkanie odbyło się 15 stycznia 2016 r. – zgromadziło ono stosunkowo liczne grono prelegentów reprezentujących szeroki przekrój dyscyplin związanych z badaniami historycznymi. Odbyło się ono w miejscu najbardziej chyba emblematycznym dla polskiej kultury wina – w kamienicy Fukierów na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Czyż mogło być lepsze miejsce na tego typu spotkanie? Z pewnością o kulturze powinno się dyskutować -nomen omen – na salonach. Zresztą dawne piwnice fukierowskie nie mają dziś nic z dawnego klimatu. najszczęśliwszym miejscem mogły być tylko reprezentacyjne pomieszczenia na pierwszym piętrze kamienicy.

 

Sądzę, że było to wspaniałe wydarzenie, za którym organizatorom należą się szczere wyrazy wdzięczności i uznania. Rola pionierów jest po wielokroć trudna, ale z pewnością udało się pokonać pierwsze kroki na drodze ku integracji polskiego środowiska badawczego.

Zbigniew Bela-referat

Prof. Zbigniew Bela prezentuje historię win leczniczych apteki Fortunata Gralewskiego

Czy dziewięć referatów to dużo czy mało? Z pewnością pytanie o liczbę jest pytaniem źle postawionym. Na pewno oprócz referatów równie interesujące były dyskusje – niekiedy przeradzające się w koreferaty. Zamiast tego pytania postawiłbym raczej pytanie o oddziaływanie tej konferencji: czy będzie ona tylko pojedynczym wydarzeniem, czy będzie to początek nowego nurtu badań w ramach polskiej nauki? Mam szczerą nadzieję, że zrealizuje się ta druga możliwość – a wiele wskazuje na to, że przyszły rok powinien przynieść nowe inicjatywy naukowe.

Uważam, że spotkanie było niezwykle udane – można było wysłuchać kilku bardzo interesujących referatów, choć szczerze trzeba przyznać, że poziom nie był z wielu względów całkiem wyrównany. Można było usłyszeć m.in. o winiarni Fukierowskiej i o samych Fukierach; o winogrodnictwie i winiarstwie rozwijającym się w Warszawie i okolicach; o winach leczniczych z krakowskiej apteki Fortunata Gralewskiego, o przemyskiej firmie Tadeusza Cieślińskiego,  oraz o historii kulturowej wina. O wielu kwestiach zapewne warto napisać szerzej, jednak ze względu na własne zainteresowania pozwolę na spisanie kilku refleksji metodologicznych – poruszono bowiem kilka ważnych i symptomatycznych tematów.

Potrzeba słownictwa

Bogaty w treści referat prof. W. Włodarczyka przywołał istotną kwestię metodologiczną, z którą musimy się obecnie zmierzyć. Jest nią ustalenie słownictwa. Sprawa niebanalna, ponieważ językowe środki wyrażania wyznaczają możliwości tegoż. Współczesne problemy z brakiem ustalonego i powszechnie akceptowanego słownictwa specjalistycznego to oznaka zapaści naszej kultury wina. Próby zmiany tej sytuacji – to ważny krok naprzód.

Prof. Wojciech Włodarczyk pasjonująco opowiadał o (około)warszawskich winnicach

Prof. Wojciech Włodarczyk pasjonująco opowiadał o (około)warszawskich winnicach

Wszyscy piszący u nas o winie zmagają się z językiem polskim lawirując między próbami adaptacji słów obcych – mniej lub bardziej udanymi – a próbami wskrzeszenia dawnych słów. Problemy są różnego rodzaju – od naukowych, po takie jakie miewa M. Kondrat pisząc o włoskiej kantynie, która nie ma nic wspólnego z kantyną opisywaną w słownikach: „Winiarnia i winnica jednak znaczą co innego, a przetwórnia brzmi… nie teges” (Winne strony, s. 112).

Zamiast zajmować się oceną cytatu, warto zauważyć, że specyficzne problemy z językiem polskim znajdują swe wyjaśnienia… w tradycji(!). Nie wytworzyliśmy na tyle silnej kultury wina, aby tworzyć zupełnie niezależne własne słownictwo.

Jedynym szeroko znanym wyjątkiem jest przymiotnik „samorodny” bliski dzisiejszemu przymiotnikowi „naturalny” – w mowie potocznej wyraz ten uchodzi jednak już za archaizm. Szkoda, bo to celne i pełne intuicyjnej treści określenie do dziś ma zastosowanie w historii nauki i filozofii przyrody. Jak bowiem inaczej mówić o dawnych koncepcjach abiogenezy, gdy nie istniała jeszcze nazwa „biologia” ani rygory metody naukowej?

Poza tym wyjątkiem często w przeszłości inspirowaliśmy się kulturami narodów ościennych – stąd np. używane do dziś słowo „kiper”. To jednak samo w sobie jest korzystnym procesem. Problem pojawił się w tym, że tłumaczenia były różne i nie udało się dochować ścisłości pojęciowej. Doskonałym przykładem jest słowo „winiarz” – już na początku XIX wieku posiadało ono ową niezręczną wieloznaczność, którą to zachowało do dzisiaj.

Kultura wina niejedno ma imię, niejedno znaczenie...

Kultura wina niejedno ma imię, niejedno znaczenie…

Dzisiejszy język polski z trudem pozwala na uściślanie wypowiedzi odnośnie wina i jego aspektów kulturowych. Wiele pojęć zaginęło bowiem wraz z komunistyczno-socjalistycznym eksperymentem na kulturze polskiej jako przeżytek „burżuazyjnej i reakcyjnej” epoki. Sowieckie „winzawody” na szczęście nie przeżyły w języku polskim wiele dłużej niż zdołał przeżyć Józef Wissarionowicz, ale za to skutecznie obrzydzono „mieszczańskie” pojęcia kupca winnego. Spaskudzono również technokratyczne „przetwórnie”. Na dodatek językoznawcy uznali dawny język za przeżytek… i nadal traktują wiele użytecznych i pięknych polskich pojęć jako anachronizmy (widmo wciąż jeszcze krąży nad Europą?).

Na szczęście rodzimi winiarze czerpali dużą część wiedzy z dawnych książek i szacunek dla tradycji wśród nich budzi moje wielkie uznanie. To właśnie dzięki takim ludziom żyją wciąż słowa takie jak „winobranie”, „winogrady”, „winogrodnik”. Przywracanie do życia tego ostatniego śledziłem szczególnie uważnie i z satysfakcją stwierdzam jego skuteczną reanimację.

Sądzę, że warto przyjrzeć się dawnemu polskiemu słownictwu winnemu. Sądzę, że wiele pojęć wartych jest podobnej reanimacji, zwłaszcza dla celów badawczych. Kilka dla przykładu: „Gospodarstwo piwniczne” i „gospodarstwo winniczne”, „winoznawca” albo „znawca wina”. Czy „winotwórca” rzeczywiście jest o wiele gorszy od winemakera (którego należałoby zapisywać w zgodzie z regułami naszego języka chyba jako”łajnmejker”).

Część słów nie nadaje się już do przywrócenia jak np. winny szynkarz, bo mało kto już wie czym był szynk i szynkarz.

Prawda, że część słów trudna będzie do przywrócenia, choć bywają jakże piękne i użyteczne językowo. Dla przykładu „suchorożnia” (tj. suche-zrodzynkowane) – czyli zbotrytyzowane jagody winne (spróbujcie pisać tekst o gronach porażonych Botrytis cinerea w roli główniej, a zatęsknicie do suchorożni!). Inne – może mniej techniczne – ale bardziej soczyste to dawne „winopój”, a nawet „winodój” i „winożerca” albo łagodniejsze „pijanica wina”.

winopoj

Ramy metodologiczne

Problem z „winopojami” (a nawet „winodojami”) kieruje nas ku drugiej z ważnych kwestii metodologicznych. Czy nadużycie wina to kwestia interesująca kulturowo? Zapewne!

Próbę ukazania czym może być kulturowa historia wina oraz jakie są jej główne osie tematyczne podjęła dr Dorota Dias-Lewandowska. Propozycja historii kulturowej, jako sposobu ucieczki od hegemonii paradygmatu historii ekonomicznej wydaje mi się interesująca i potrzebna (nie uważam oczywiście, że paradygmat ten był błędną drogą) – to droga poszerzenia perspektyw badawczych i droga do ukazywania wielu wymiarów dziejów. Wyróżnione kierunki badań to wspomniany już eksces (nadmiar spożycia oraz skrajne przeciwieństwo – abstynencja), tożsamość, czas, miejsca.

Sądzę, że zarysowana koncepcja historii kulturowej to bardzo interesująca propozycja pozwalająca uporządkować i sprawnie zorganizować badania w naszej rzeczywistości społeczno-kulturowej. Stawianie takich zagadnień wskazuje, że badania wyszły już z fazy wstępnych poszukiwań i pojawia się już metarefleksja nad dalszymi kierunkami badań. Jeśli przyjdzie nam kiedyś filozoficznie spierać się o fundamenty tej koncepcji – to będzie znaczyć, że dokonaliśmy kolejnego ważnego kroku.

Słów kilka o problemach interdyscyplinarności

Problemem badań kultury wina czy kulturowej historii wina, czy jakichkolwiek innych przejawów obecności wina jest to, że badania te siłą rzeczy wkraczają na grunt interdyscyplinarny. Co prawda pewne ścieżki zostały już przetarte, ale nadal potrafimy o winie mówić na tyle różnymi językami, jakbyśmy mówili o zupełnie różnych rzeczach. Interdyscyplinarność – co wiem z własnych doświadczeń – rodzi jeszcze innego rodzaju specyficzne problemy: jest podejrzana metodologicznie, bo nie pasuje do prostych schematów, jest dwakroć podejrzana, bo nikomu do końca nie udało się sprecyzować czym jest. Jakże więc urzędnicy zarządzający nauką (lub naukowcy o mentalności urzędniczej) mogą nie być podejrzliwi wobec tak nieschematycznych form badań.

Obecna trudna kondycja duchowa nauki polskiej z pewnością nie jest sprzyjająca dla tego typu badań – ani to pasuje do rubryczek, ani to pasuje do mitycznych „priorytetów polskiej humanistyki” (których nikt nie zna, ale niektórzy nie spełniają). Sądzę, że nie ostudzi to jednak zapału tych, którym chce się tworzyć nową dziedzinę – to przecież ich pasja (jak każda pasja łączy element fascynacji z elementem cierpienia).

* * *

Każda wielka podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Pierwszy krok został właśnie dokonany. Dokąd zawiedzie nas ta podróż? Z pewnością nikt tego dziś nie wie… ale zapewne będzie interesująco, a nasza kultura na tym powinna po wielokroć skorzystać!

***

Wiktor Bruszewski Rose-BW

Uroczysty toast na zakończenie sesji (wraz z niewielką degustacją) został spełniony dzięki hojności Rafa-Wino (słodki tokaj samorodny  utrzymany w tradycyjnej stylistyce – Mihály Hollókői) oraz p. Wiktora Bruszewskiego (musujące Rosé 2013).

Poniżej kilka zdjęć z konferencji, udostępnionych dzięki uprzejmości Gabriela Kurczewskiego.

Reklamy

3 thoughts on “Mały-wielki krok naszej kultury wina (sesja Fukierowska)

  1. Pawle, bardzo dziękuję Ci za Twoje refleksje związane z sesją „Fukierowie: wino – historia – sztuka”. Bardzo się cieszę, że wiążesz z nią tak duże znaczenie. To jest bardzo mobilizujące. Mam nadzieję, że w styczniu 2017 spotkamy się znowu, w jeszcze liczniejszym gronie.

    • Gabrielu, bardzo cieszę się, że mogłem wziąć udział w tym wydarzeniu. Sądzę, że było bardzo ważne – choć w pełni jego znaczenie poznamy dopiero za jakiś czas. To właśnie teraz decyduje się to, jakie owoce ono wyda. Mam nadzieję, że nie tylko spotkamy się w przyszłym roku w licznym gronie, ale że będą już wówczas rozwijać się i inne działania służące rozwojowi badań. Przed nami bowiem wciąż długa droga… ale jakby to nie brzmiało wzniośle, to historia pokazuje, że naszą narodową specjalnością jest nadzwyczaj szybkie nadrabianie zaległości!

  2. Pingback: „Polskie tradycje”, czyli wino z Lidla jako fenomen kulturowy | Winne tradycje w kulturze polskiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s